czwartek, 13 września 2007

Malowana

Lalaa... Lalka: czyli czytanie tomiszcza na czas.
Czas to strata pieniędzy.
- Oscar Wilde
Poniekąd sam sobie winienem, bo trzeba było zacząć wcześniej. Ale z drugiej strony winne jest wydawnictwo, które opatrzyło tę cegłę tak niesamowitą ilością przypisów, że odrzucały mnie one na 10 metrów do tyłu, jak tylko próbowałem się za Prusa złapać. Później książka okazała się ciekawa, ale, właśnie - później... No, przepraszam, ale czy Was kilka takich stron z kolei nie mierzi:
...?

Mnie - owszem. Ale to o niczym nie świadczy, bo wiadomo nie od dziś, że taki ze mnie typowy przedstawiciel homo sapiens, jak z gofrownicy szpadel. Dlatego też siedzę w domu i czytam. Dlaczego siedzę w domu? Aaa, bo załapałem się na zestaw "grypa żołądkowa + niemal_zapalenie_oskrzeli". Dlatego siedzę. W międzyczasie oglądam nabyte we Lwowie po cenie arcyniskiej DVD z koncertami Marka Knopflera solo, oraz Dire Straitsów społem. Są genialne w swej fenomenalności!
Poza tym - poszukiwanie Tego Jedynego... kierunku studiów, zabieranie się do wybierania tematu prezentacji maturalnej z polskiego (głupstwo arcydurne. przyszłe pokolenia już nie będą tego miały, ale my - owszem. srajcie się, MENy!), robienie teścików na prawo jazdy... No, i niedługo jeszcze zacznę się uczyć tak bardziej standardowo. Materiał bieżący, w sensie. Ten rok minie mi pod znakiem Historii i WOSu. Będę się ich uczył z zapałem, owszem! Ale także polskiego - bo matura obowiązkowa. Do niedawna chciałem ją zdawać na poziomie rozszerzonym, żeby mieć co pisać na mnogich publikacjach literackich, które bez cienia wątpliwości będę w przyszłości wydawał, a zacznę od pouczających bajek dla dzieci. Najlepiej w wieku prenatalnym. W skrócie - miałem Ambitny Plan. Teraz jednak doszedłem do wniosku, że taka matura jest trudna, stresująca, a nie potrzeba mi jej do niczego, na żaden rozważany przeze mnie kierunek studiów. Jeśli już miałbym włazić w coś bardziej takiego, to podstawowa mi wystarczy. No. Za to wciąż zastanawiam się nad zdawaniem dwóch języków na poziomie rozszerzonym. No, ale jeszcze się namyślę. Poważnie się namyślę.

Jak to możliwe, że taki porąbaniec jak ja pisze na swoim koffanym blogasku o tak poważnych tematach? Cóż, bo do matury podchodzę poważnie, albowiem wiąże się ona w sposób nierozerwalny z moimi marzeniami i aspiracjami, dotyczącymi utrzymywania rodziny na przyzwoitym poziomie materialnym, posiadania domu z kominkiem, psa / kota (o ile Kobieta się odczuli - skaranie boskie...) i Peugeota 407 z klimatyzacją i schludną, skórzaną tapicerką. :P


No, może wystarczy tego mojego wywnętrzania się, na chwilę obecną. Wracam do lektury.

1 komentarz:

Pasqui pisze...

Odczule się. I kot. Koniecznie dachowiec w paski.