Zapisany jestem na dwa kursy przygotowawcze, w celu utrzymania pewności, że moja sytuacja z maturą nie jest jeszcze beznadziejna, a także w calach mobilizacji do nauki i ukierunkowywania przygotowań własnych. Na początku miałem być zapisany na jeden kurs, z historii, bo historii się boję najbardziej. Później zorientowałem się, że większość moich kolegów zapisało się na WOS, bo historii (okazało się w międzyczasie, już po moim zapisie) będziemy mieli w tym roku sporo w szkole. Więc ja też zapisałem się na WOS, myśląc, że być może mają rację i że wypiszę się jednak z historii, po pierwszych zajęciach, a organizatorzy zwrócą mi kasę (bo tak jest w regulaminie, który skrzętnie przeczytałem). Pierwsze zajęcia z WOSu były w miarę ciekawe, z historii również - zrezygnowałem z wypisywania się z historii. Ćwiczymy umiejętności maturalne, a to ważne, bo wiedza stanowi tylko niewielką część szans na zdanie matury, podczas gdy resztę zajmują odpowiednie rozwiązywanie zadań, czytanie poleceń, stosowanie schematów. Okej. Lecz dzisiaj przyszły drugie zajęcia z WOSu, które były porażką na tle edukacyjnym i pedagogicznym. Nauczycielka nie tylko pieprzyła głupoty, gadała o niczym i nie trzymała się tematu, ale jeszcze prowadziła na naszej grupie lewicową propagandę, co 5 minut cytując Karola Marksa, a ponadto krytykując rządy Buzka, a wychwalając rządy Millera i SLD w ogóle. Nie chodzi mi teraz o moje własne przekonania polityczne (które zresztą nie są jeszcze do końca sprecyzowane), ale o to, że nauczyciel nie powinien się tak zachowywać, prawda? Inną sprawę stanowiło to, że pani profesor podawała nam złe odpowiedzi do pytań maturalnych. Kiedy zauważyłem, że informacje do jednego zadania mają pochodzić ze źródła, a pani podaje info pozaźródłowe, za co na pewno obetną punkty na maturze, bo przecież zadania tego typu uczą nas rozwiązywać już od gimnazjum, pani profesor odpowiedziała "jak nie chcesz, to nie pisz". W tym momencie w swoim umyśle podziękowałem za współpracę. Przynajmniej częściowo, bo ciągle pamiętałem o tym, że jakiś kurs jest mi potrzebny. Planowałem, że być może będę puszczał mimo uszu pierdolenie tej kobiety, a skupiał się na kwestii merytorycznej, ale z drugiej strony - złe rozwiązania zadań to nie przelewki, nie?
Na dniu otwartym na UW dostaliśmy ulotki przygotowawcze, które nam się bardzo spodobały. Zatelefonowaliśmy, poszliśmy do sekretariatu i doszliśmy do wniosku, że nas oszwabiono, i że tu nam się podoba, a nie tam. Zapisaliśmy się i wypisaliśmy z poprzedniego. No i czy to nie ironia losu? Kurs, który uważałem za pewnik okazał się biedą, a ten, z którego chciałem zrezygnować po pierwszych (dla formalności) zajęciach - spodobał mi się. Co za świat...
Cholernie durna ta matura.
Na dniu otwartym na UW dostaliśmy ulotki przygotowawcze, które nam się bardzo spodobały. Zatelefonowaliśmy, poszliśmy do sekretariatu i doszliśmy do wniosku, że nas oszwabiono, i że tu nam się podoba, a nie tam. Zapisaliśmy się i wypisaliśmy z poprzedniego. No i czy to nie ironia losu? Kurs, który uważałem za pewnik okazał się biedą, a ten, z którego chciałem zrezygnować po pierwszych (dla formalności) zajęciach - spodobał mi się. Co za świat...
Cholernie durna ta matura.
1 komentarz:
Oj kokosie drogi...Dałbyś radę i bez tego :*
Prześlij komentarz