Smutno mi jest jakoś. Po powrocie ze szkoły siedzę w domu, czytam "Potop", pogrywam czasami pospołu z Markiem Knopflerem na wieśle, uczę się słówek z angielskiego, przerzucam jakieś papierzyska, zastanawiam się na skraju świadomości nad maturą, z czego zdawać, na jakim poziomie, po co i na co - składać papiery, jaki wybrać temat prezentacji z polskiego, żeby nie bolał za bardzo... Wybieram pomiędzy odrabianiem pracy domowej z matematyki a powtarzaniem polskiego, bo nie bardzo mam możliwość zrobienia jednego i drugiego... Tęsknię za M., bo widujemy się za rzadko (zaledwie wczoraj, ale to i tak dawno...), jest mi smutno i samotno, zakopany w jakichś niezrozumiałych karteluchach, bez przyjemnego dotyku, bez znajomego zapachu...
Tęsknię...
Tęsknię...
1 komentarz:
Ja też. Bardzo.
Prześlij komentarz