Może i nie wypada, ale to nic. Jutro wyjeżdżam (pragnę zaznaczyć, że będzie to OSZAŁAMNIAJĄCO wczesna godzina) o 8:30 (a nie mówiłem??) z dworca Zachodniego, oddalonego 10 przystanków autobusu pospiesznego od mojego domu (aaaargh!), na wypoczynek (no, na pewno będę potrzebował wypoczynku PO WSTAWANIU O TAKIEJ PORZE!!) żeglarski (chociaż tyle w tym dobrego) na Mazury. To już trzeci wypad na Mazury w czasie tych wakacji, ale wcale mi się jeszcze nie znudziły. I wątpię, żeby kiedykolwiek się znudziły. Mazury są w pytę!Ma być gorąco jak jasny pierun. Moje biedne skrzydełka MućNuggets (by Rafał) pewnie znowu stracą nieco panierki, o ile nie wysmaruję się oślizgłym obrzydlistwem... Jachty będą wypaśne, przestrone, wygodne, nowe, pachnące, wyposażone w radio, zlewozmywak, dwa wiadra i łopatkę. Orzeszków ziemnych, udźca baraniego i lampek choinkowych nie ma w wyposażeniu podstawowym, ale sądzę, że wszystko da się ustalić na miejscu, z czarter-menem. Zapowiadają się dwa tygodnie superekstrawypasu, z hundbabą w zestawie. ;) Jestem szczęśliwy. Nie ma co.
NA WODĘĘĘĘ!!!!
Łoter!

Melon!
Łotermelon!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz