sobota, 18 sierpnia 2007

Wróciłem

W sumie mógłbym pokusić się o bardziej elokwentny tytuł posta, ot, na przykład "Rekonwalescencja", albo "Miasto: Powrót", czy też "Żegnaj nam, dostojny stary porcie", ale właściwie byłoby to strasznie tandetne, dlatego pozostanę przy tradycyjnym oznajmieniu swojego przybycia w praskie ostępy (i, Bogu dzięki, ustępy - wychodki no more!). Koniec z żeglarstwem na najbliższe parę miesięcy (choć wolę nie zgłębiać myślą lotną struktury owych nadchodzących niczym hordy Hunów albo innych Wandali chwil) - pozostaje mi pozostać w domu i zająć się ogarnianiem się i odświeżaniem, tudzież utrzymywaniem w świeżości rozmaitych towarzyskich kontaktów.

Żeglowny obóz, z którego wróciłem, był tak zdezorganizowany, że aż się w głowie nie mieści. Straszny burdel. Nie zrobiłem patentu sternika motorowodnego, bo nie było czasu na wykłady teoretyczne, zmarzłem płynąc do 1:00 w nocy kanałami mazurskimi, a w ogóle, to jestem jakiś wymietoszony i niezdrowo się czuję. Ale nic to. Jak się wyśpię, to może poczuję się lepiej. Może. Czy bawicie się gorzej? To dobrze. Na złodzieju czapka gore. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Leje jak wół na malowane wrota... Łodewa.

Chyba dość już pieprzenia na dziś, blogasek zaktualizowany, wszystko po staremu.
Co prawda powitał mnie, skurczybyk nonsensowny, brakiem kilku zdjęć w starszych postach, ale już je połatałem. Wal się, serwerze niedorezany!

Dziękuję.

Niedługo w Galerii pojawią się FOTY.
Jak maszrumy po rejnie.

Wystarczy.
Miłego wieczoru.

Brak komentarzy: