Niby jestem, a jakby mnie, kurwa, nie było... Siedzę w domu, w pokoju pachnącym snem i syfem. No bo czymże innym miałby pachnieć mój pokój; przecież tylko tu śpię i syfię, nie? Niewiele światła dociera tu przez zasłonięte zasłony, czuję się właściwie, jakbym siedział w jakiejś dziwnej piwnicy, przeznaczonej do hodowli grzybów. Brakuje tu tylko tych niebieskich światełek, o których opowiadała M. No, nie licząc diodek przy kompie i przy monitorze. Łodewa.
Znikąd naszła mnie ochota na obejrzenie Matrixa. Okazało się, że gniecie tak samo, jak kiedyś. Dobra, z perspektywy czasu i filmów typu Transformers albo Spider-Man można wyraźniej dostrzec sztuczność efektów specjalnych, ale poza tym fabuła, niektóre sceny, jak strzelanina w hallu, oraz muzyka - dają popalić. Powrót do przeszłości. Zapachniało gimnazjum. Trąci myszką?
Duszno. Gorąco. W nocy nie dało się spać. Zbywszy się pościeli, zbywszy się odzieży. Całkiem gorąco. Od środka i od zewnątrz. Gorąco atmosferyczne wspomaga gorąco myślowe. Niezbyt to ekonomiczne, ale chuci i erotycznych rozważań nie da się pozbyć tak łatwo...
Wreszcie mam dowód. Superplastikowy kartonik ze zdjęciem, podpisem i różnymi innymi bzdurkami. Teraz będę musiał zrobić na niego miejsce w portfelu. Ech... praca...
Wieczorek nostalgii. Przejrzałem listy, pocztówki, inne karteluszki jakieś, które w sumie złożyły się na spory kawałek mojej przeszłości. Refleksja była następująca: zbyt łatwo pozwalam się zrywać kontaktom z innymi ludźmi. Chyba jestem podły. A może to przez lenistwo? A może chujwiecojeszcze...?
Duszno...
Babci udała się operacja. Myślę, że teraz trochę odetchnę... Dotychczas sytuacja była straszna. Kiedy byłem w domu, pomagałem, gotowałem, sprzątałem - czułem, że zaniedbuję M., znajomym, przyjaciół... Kiedy zaś bawiłem się w ich gronie, spędzałem czas z M. - miałem wrażenie, że nie spełniam swoich synowskich obowiązków... Gorycz zewsząd. Dla rodziny, dla M., dla przyjaciół - po jednej. Dla mnie potrójna...
Chciałbym już być wolny...
Chciałbym już mieć spokój...
Chciałbym... [parental advisory]
Znikąd naszła mnie ochota na obejrzenie Matrixa. Okazało się, że gniecie tak samo, jak kiedyś. Dobra, z perspektywy czasu i filmów typu Transformers albo Spider-Man można wyraźniej dostrzec sztuczność efektów specjalnych, ale poza tym fabuła, niektóre sceny, jak strzelanina w hallu, oraz muzyka - dają popalić. Powrót do przeszłości. Zapachniało gimnazjum. Trąci myszką?
Duszno. Gorąco. W nocy nie dało się spać. Zbywszy się pościeli, zbywszy się odzieży. Całkiem gorąco. Od środka i od zewnątrz. Gorąco atmosferyczne wspomaga gorąco myślowe. Niezbyt to ekonomiczne, ale chuci i erotycznych rozważań nie da się pozbyć tak łatwo...
Wreszcie mam dowód. Superplastikowy kartonik ze zdjęciem, podpisem i różnymi innymi bzdurkami. Teraz będę musiał zrobić na niego miejsce w portfelu. Ech... praca...
Wieczorek nostalgii. Przejrzałem listy, pocztówki, inne karteluszki jakieś, które w sumie złożyły się na spory kawałek mojej przeszłości. Refleksja była następująca: zbyt łatwo pozwalam się zrywać kontaktom z innymi ludźmi. Chyba jestem podły. A może to przez lenistwo? A może chujwiecojeszcze...?
Duszno...
Babci udała się operacja. Myślę, że teraz trochę odetchnę... Dotychczas sytuacja była straszna. Kiedy byłem w domu, pomagałem, gotowałem, sprzątałem - czułem, że zaniedbuję M., znajomym, przyjaciół... Kiedy zaś bawiłem się w ich gronie, spędzałem czas z M. - miałem wrażenie, że nie spełniam swoich synowskich obowiązków... Gorycz zewsząd. Dla rodziny, dla M., dla przyjaciół - po jednej. Dla mnie potrójna...
Chciałbym już być wolny...
Chciałbym już mieć spokój...
Chciałbym... [parental advisory]
1 komentarz:
prenatal advisory? :P
Prześlij komentarz