Im więcej śniegu zalega na ulicach, tym lepiej. Biały puch wprowadza ten niewielki pierwiastek chaosu w życie wielkiego miasta, dzięki któremu raźniej wyjść z domu nawet z głową pełną niewyparowanych do końca procentów. Po dzisiejszym poranku muszę serdecznie polecić wszystkim zimowym imprezowiczom rundkę ze szczotką i skrobaczką po samochodzie zaparkowanym pod chmurką. Odśnieżanie auta, które altruistycznie zafundowałem sobie dzisiaj o 8.00 przyniosło mi multum radości. Nie dość, że się cały ubabrałem i zamoczyłem, to jeszcze pooddychałem rześkim powietrzem (lepsze na kaca niż to z materaca) i z dziecinną radością rozjechałem zaspę, która oddzielała auto od jezdni, by następnie zrobić rundkę dookoła bloku dla czystej przyjemności odczuwania braku kontroli nad pojazdem. Dziwnym trafem zauważyłem także, że wszystkie ulice w najbliższym otoczeniu mojego budynku stały się przez noc ulicami jednokierunkowymi, jako że po interwencji (średnio zresztą efektywnej) spychaczy MZO ni chu chu nie dało się minąć dwóm samochodom obok siebie. Ale to tylko pomniejsze uliczki. Co się działo na głównych ulicach?
Sprawdził się paradoks jezdni, traktujący o tym, że niekiedy "biały" nie oznacza "czysty". A już na pewno nie dla przechodniów. O ile na ulicach dało się dostrzec prześwity asfaltu, tak chodniki były w stopniu pokolannym pokalane puchem. Ludzie idący do tramwaju drążyli swoimi butkami tunele w zaspach, podobni do eksperymentalnych mrówek w fikuśnym akwarium czy tam terrarium (taka mrówka też chyba może być gadziną, co? chociaż gdyby iść za tym tokiem myślenia, to terrarium można by było nazwać również sypialnię moich rodziców). Wydaje się, że z powodu warunków atmosferycznych część tzw. kioskowych dojeżdżaczy postanowiła zostawić swoje auta w garażach i przesiąść się w komunikację miejską. Jeśli chodzi o ten skutek pogodowy, to mam nadzieję, że tendencja się utrzyma. Samochodów w Warszawie jest zdecydowanie od chuja za dużo. W DUPACH WAM SIĘ POPRZEWRACAŁO, nowobogackie świnie. Ulice dla autobusów, parkingi dla samochodów, oto mój postulat.
No właśnie. A tramwaje na trasie Praga Południe - Śródmieście zepsuły się na szczęście w przeciwną stronę, niż jechałem.
1 komentarz:
Ja dzisiaj goniąc autobus ZTM wbiegłam ulicą 50m, a następnie wpieprzyłam się w zaspę niczym Jaś Fasola- zawirowałam na śliskim i upadłam na plecy z całym drogocennym dobytkiem w formie laptopu.
Prześlij komentarz