Na chwilę obecną gorzej od mojej fryzury wygląda tylko moja komora nosowa. Po wczorajszym wieczornym nauczaniu (się) w BUWie dopadł mnie, ni z gruchy, ni z pietruchy, katar-morderca, katar-dusiciel, katar z tych Katarów, co staruszki, co furmanki, co pociągu, co niczego nie przepuszczą, z tlenem włącznie. Z tego właśnie powodu przez większość nocy hospitalizowałem się na świadomo, utrzymując się przy życiu głębokim sapaniem, co doprowadziło w efekcie do mojego chujowego samopoczucia i niewyspania w toku zdarzeń dziennych. Nie cierpię kataru.
Udało mi się zarezerwować ostatni wolny pokój w przybytku akomodacyjnym w Gdyni, na wypadek festiwalu muzyki młodzieżowej, sponsorowanego przez koncern piwowarski. Festiwal ów dopiero latem, teraz już jednak trzeba łapać wolne miejscówki-placówki, ponieważ młodzież, kiedy usłyszy o muzyce i koncernie piwowarskim, traci wszelkie hamule i ciągnie na pomorze jako potop szwedzki, tyle że z drugiej strony.
Nie mam sesji, ale się uczę, i to do późnych godzin wieczornych. Otwarcie Biblioteki Uniwersyteckiej do godziny 5.00 rano było pomysłem dobrym i pożytecznym. Mimo że z początku sceptycznie podchodziłem do tego przedsięwzięcia, to jednak muszę teraz przyznać, że się myliłem. Nauka w BUWie, nawet jeśli przerywana durnymi dywagacjami o dupie maryni i tematach pokrewnych, jest lepsza niż brak nauki w domu wyposażonym w ciepłe i miękkie pielesze. Poza tym z braciami studentami zawsze raźniej niż jeno z kotem i fejsbukiem.
Jestem na jutro nieprzygotowany, ale z racji niewyspania zupełnie nie chce mi się przygotowywać. Z racji zaś kataru zupełnie nie chce mi się ćwiczyć gam H-dur i h-moll, na których to gam ćwiczenie przeznaczona jest środa. Nie chce mi się nawet czytać nowego Dextera, bo nie chce mi się spozierać do słownika na nowe słówka. Nic mi się nie chce, zajebo mnie jutro na uczelni, obsikają, splugawią i zbezczeszczą. Ale chuj tam, za dwa dni ferie. Przepraszam, no nie mam sesji, nie poradzę. Ale obiecuję że będę się uczył już do letniej, żeby nikomu nie było przykro, że ma gorzej.
4 komentarze:
dobrze, że to napisałeś, masz szczęście :P
ja też nie preferuję pracy w domu, niezbyt to efektywne..dlatego siedzę do 22 na wydziale (potem wywala już ochorna:P), z resztą braci studenckiej, i też jest swojsko :]
No widzisz chłopaku.
Ja też siedzę w Buwie, też do późnych godzin nocnych, ale nie uczę się prawa, gdyż ten etap jest za mną całkiem całkowicie. Aktualnie mój czas zaprzątają przygotowania do egzaminu z historii muzyki średniowiecza, a tak naprawdę - siedzę i patrzę się na babki. BUW to wielki ocean. I można z niego do woli czerpać. A oceanowi jest wszystko jedno ;)
To ci feler - westchnął seler. Czytam o muzyce, coś tam o niej napiszę.
pozdro blog, na którym trafił przypadkiem!
"...ciągnie na pomorze jako potop szwedzki, tyle że z drugiej strony." - tu zachichotawszy.
Chcę już lato i ten festiwal muzyczny sponsorowany za pomocą piwa.
ja chcę festiwal motocyklowy.
i z frustracji, że nic ciekawego nie ma sam go zrobię ;)
Prześlij komentarz