czwartek, 28 maja 2009

życie jest szambem, z którego wszyscy czerpiemy

Powołując się na cytat z kanalarza-myśliciela, którym myślę, że mógłbym zostać w przyszłości, zaprezentuję dziś Państwu kilka zdarzeń, które doprowadziły mnie do stanu intrygującej apatii, będącej cechą charakterystyczną ludzi wybitnych, która silnie NIE działa na kobiety. Zaczynamy.

Egzamin z HUiPP, czyli Circulus Vitiosus.

Pięknego majowego poranka zwlekłem się z barłogu, czując stres trzymający mnie za serce jak miażdżyca. Przemełłem zębami nieistotny posiłek, który i tak pewnie nie dotarł do żołądka, wyparowawszy gdzieś z przełyku, i udałem się na zajęcia, które poprzedzić miały egzamin. Pierwszą godzinę zajęć spędziłem w stanie uprzejmego dygotania, służąc panu Docentowi, który za kilka godzin miał się przekształcić w pana Egzaminatora, swoim słowiczym głosem, do zaznajamiania szerszej publiczności z wybranymi ustępami z Konstytucji Marcowej, której tekstu byłem szczęśliwym posiadaczem. Drugą godzinę zajęć przepędziłem na rozmyślaniach na inny temat, angażując się intelektualnie w meandry zagadnienia odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez muła w prawie rzymskim okresu klasycznego. Nie było mi dane dotrwać do końca tychże zajęć, gdyż kończyć się miały o 11.15, podczas gdy egzamin przewidziany był od godziny 11.00. Opuściwszy więc salę ćwiczeń, udałem się do ogrodowego kontenera na kadrę naukową, gdzie miało się odbywać całe zamieszanie. Na miejscu okazało się, ku mojemu zdziwieniu i zasmuceniu, że egzamin nie będzie przebiegać, tak jak na to liczyłem, według listy z USOSa, a zgodnie z kolejnością wpisów na listę studencką, o której istnieniu nie wiedziałem. Z tego właśnie względu zmuszony byłem wpisać się na jej szarym końcu i przypieczętować tym samym utratę zdrowia fizycznego i psychicznego, spowodowaną koniecznością długiego oczekiwania. Jak pokazał czas, było to najgorsze oczekiwanie w moim życiu - 6,5 godziny w słońcu i w żarze (rzaże?), w duchocie i w stresie, w garniturze i z pustym żołądkiem. W końcu, około 17.30, weszliśmy we trzy osoby na egzamin, a po rekordowo krótkim, jak na pana Docenta, czasie pięćdziesięciu pięciu minut egzaminowania, opuściliśmy duszną salę z czwórkami w indeksach i poczuciem rozjechania przez cysternę z szambem w głowach i młodzieńczych sercach . W porównaniu z opisem sajgonu, dokonanym przez Karolę Sz., prezentuje się to jak mało porywający reportaż z ugniatania ciasta na pierogi, niemniej jednak wróciłem do domu tak wykończony, że zasnąłem o 20.00 i spałem do 4.30, kiedy to wstałem i udałem się do pracy. I teraz przechodzę do punktu drugiego.

Debiutancki serwis informacyjny w Radiu Kampus, czyli "Pokonamy Fale".

Gdyby istnieli wierni słuchacze Radia Kampus, to zauważyliby, że środowy poranek był inny niż dotychczasowe środowe poranki. Powodem tej anomalii było to, że Krzysztof M. dostał pozwolenie redakcyjnych szyszek sosnowych na objęcie w posiadanie całości serwisu informacyjnego, wraz z powiązanymi z nim quasi-serwisami komunikacyjnymi oraz Informatorem. Ze swego dziewiczego zadania wywiązał się całkiem nieźle, choć przywalił kwasa pogodowego, korzystając z niesprawdzonego i niewiarygodnego źródła, a także popełnił kilka pomniejszych błędów dykcyjnych i wymownych (causae minores), które nie kwalifikowały go do ukamienowania przez zgromadzoną społeczność wioski, lecz zostały odnotowane w jego perfekcjonistycznym notesie niewybaczalnych usterek do poprawienia w przyszłości. Serwisy poboczne i Informator były spoko, a pierwszy serwis informacyjny był chrztem bojowym dla prawdziwego Rambo. Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze - znienacka wyniknęły lekkie problemy z gospodarowaniem czasem, w związku z czym pisanie wiadomości do serwisu zajęło mi dużo czasu (do 8.27). Po drugie - kiedy zleciłem drukowanie, drukarka wypluła jedną kartkę, po czym papier ugrzązł w maszynie i więcej wypuścić nie chciał. W związku z tym przerzuciłem odpowiedni dokument tekstowy do odpowiedniego folderu na odpowiednim dysku sieciowym, po czym pognałem do studia, żeby tam go otworzyć (8.29). Kiedy wbiegłem do studia i otworzyłem folder, nadszedł czas wiadomości i włączył się podkład muzyczny serwisu, co mnie nieco zestresowało, bo dokument się nie chciał otworzyć (8.30). Kiedy się wreszcie otworzył, musiałem zamachać rękami do realizatora, który nie dostał swojej kopii serwisu i nie wiedział kiedy włączyć mikrofon. Opóźnienia było jakieś 10 sekund. Machanie rękami przy kolejnych wiadomościach było dość zabawne. Oprócz tego, w międzyczasie, wysyłano mi informacje dotyczące tego, czy będzie sport na końcu wiadomości, czy nie będzie. Były to informacje sprzeczne, rzecz jasna, z których ostatnia była twierdząca, a gdy przyszedł właściwy czas i przeminął, to dopiero wtedy do studia wpadł pędem chłopiec od sportu, zrzucił mnie niemalże z krzesełka i zaczął swoje gadać. Było to arcyzabawne i pouczające dla wszelkiego ducha, co Pana Boga chwali. A teraz czas na coś o wiele mniej zabawnego.

Straż Miejsca w akcji, czyli Chuje Jebane.

Przyjechałem w aucie na zajęcia i zaparkowałem za buwem. Nie było to parkowanie niefrasobliwe, przeciwnie - zaparkowałem w takim miejscu, mimo braku szerszego wyboru, aby nikomu nie wadzić swoim parkowaniem, aby trzymać się z daleka od przejścia dla pieszych i aby niewiele auta mego wystawało na jezdnię. Kiedy wróciłem po zajęciach w to samo miejsce, w którym zaparkowałem, okazało się, że stoi tam zupełnie inny samochód, a mojego brak. Wkurwiłem się potwornie, wkurwiłem się arcywielce, wkurwiłem się tak, że nie dałem po sobie niczego poznać, bo był ze mną kolega, który się ze mnie śmiał i nie chciałem mu dawać dalszej satysfakcji. Wiedziałem że to robota miejskich, bo kręcą się w tamtych okolicach jak muchy wokół pokaźnej sraki i nie nadążają z odholowywaniem biednych studenckich samochodów. Wkurwił mnie jednak fakt, że pomimo mojej zapobiegliwości znaleźli jakiś pretekst, żeby pozbawić mnie auta. Wróciłem więc do domu autobusem, zadzwoniłem do nich, uzyskałem informacje od nieprzyjemnie przemądrzałej telefonistki, nakurwiłem na nią potwornie, jak tylko odłożyła słuchawkę, po czym zawołałem tatusia, z którym pojechaliśmy do siedliska skurwysynów. Na miejscu zabuliliśmy jak za zboże, tylko że nie zboże to było, a koszty odholowania (chuje), zostałem odznaczony dodatkowym mandatem w wysokości stu złotych i jednym punktem karnym (cwele), a następnie odesłano nas do psiej dupy, aby odebrać samochód (mendy). Parking sobie pizdy urządziły przy elektrociepłowni Siekierki, której okolica wygląda jak wieś z azbestu, toteż napełniłem się obrzydzeniem i wstrętem do służb mundurowych, a za nimi całego świata i wróciłem samochodem na zajęcia, tym razem parkując w bezpieczniejszym miejscu. Nie zmieniło to jednak faktu, że przez godzinę siedziałem jak na szpilkach, a wypuszczony pół godziny przed czasem pobiegłem ku samochodowi (inna sprawa, że padał deszcz rzęsisty, a ja żem nie miał parasola) i dopiero przekonawszy się, że stoi, jakem i gdzieżem go zostawił, odetchnąłem z ulgą.

-----

To koniec opisu mojego przynudnego życiorysu na dziś. Jestem z siebie wielce dumny, że udało mi się spisać to wszystko, bo nic mi się nie chce od wtorku, to jest od zdania egzaminu. To bardzo źle, bo następny mam już w przyszły poniedziałek, a jestem nieprzygotowany jak ta Bularaza. Moim hobby stało się spanie i oglądanie serialu Battlestar Galactica (od Abrama, dobrego chłopa!), a ponadto mam niespełnioną potrzebę upojenia alkoholowego. Teraz, kiedy wnerwili mnie miejscy, zacznę jeździć rowerem, jak nie autobusem, na zajęcia. Taki z tego przynajmniej pożytek. Dzisiaj jeszcze naszła mnie refleksja, że ludzie generalnie bardziej lubią szczegóły i konkrety, zamiast górnolotnych frazesów i ogólnych idei. Jednak, mimo to, aby zyskać większą popularność, powinno się mówić "Bardzo mi przykro, naprawdę chciałbym, ale niestety nie mogę, chociaż bardzo nad tym ubolewam" zamiast "Eee, mam to w dupie, nie chce mi się". Brak tu konsekwencji, nieprawdaż? Dobrze, że akurat teraz nie zależy mi na popularności.

8 komentarzy:

siorb pisze...

no słuchaj, opowiem Ci że doganiasz mnie w plebiscycie na najbardziej chujowe chwile w życiu ;D

i nie mogę odżałować, że nie słyszałam Cię w akcji w kampusie, ale wtedy chyba byłam na etapie rysowania dachu z pokryciem w postaci gontu bitumicznego... :(

Unknown pisze...

Dla mnie zawsze bedziesz superpopularny Krzyniu ;)!! I uwielbiam czytać Twojego bloga, jak juz na niego wejdę raz na ruski rok. Nawet takiego z apatią Cię akceptuję. Chociaż Twa apatia, to nie jest apatia w klasycznym rozumieniu stoików, ci bowiem za apatię uważali stan pełnego zobojętnienia na świat. Człowiek taki niczego się nie lęka i niczego nie potrzebuje, a Ty potrzebujesz: piwa i serialu od Ambrama :P Przynajmniej do tych potrzeb przyznałeś sie w tym poście. No to pozdrawiam Cię serdecznie i siarczyście całuję.
Dżoanka.

siorb pisze...

o Ty, taka i owaka, a mojego bloga to nie czytasz! ;( już Cie nie lubie

kask pisze...

straszliwy szacun za radio kampus, Muciaczku, serio. chociaz chyba nigdy nie nadejdzie ten szczesliwy dzien, kiedy zaczne go sluchac, bo mi sie zwyczajnie nie chce ;P
pozdro600

(myslalam dzis, ze cie widzialam w starym buwie i sie chyba za dlugo jakiegos gosciowi przygladalam, bo zaczal na mnie dziwnie i podejrzliwie spogladac rowniez. co uswiadomilo mi, ze zapomnialam, ze mialam isc do okulisty. bo tymczasem wzrok mi sie pogorszyl, kurna normalnie, znacznie)

Krzysztof pisze...

ojej, Kasku, jak mylisz innych ludzi ze mną, to lepiej szybko udaj się do okulisty, bo to się może źle skończyć... ;D

Asiu, dziękuję Ci za akceptację i za krótki zarys filozofii stoików. ;) Czuję się wzruszony i przepełniony miłością do świata :*

Karolko, będziesz miała na pewno jeszcze okazję,o ile sz.p. Redaktor Naczelny mojej Redakcji nie odsunie mnie sękatym kijem od jakichkolwiek wystąpień publicznych. ;) Łączę się w bólu i czekam na zestaw bicykl+bro.

Pasqui pisze...

A ja to 6,5h przesiedziałam w samochodzie jadąc z Krościenka bez postojów:P A upojenie alkoholowe to po sesji dopiero. Jeeez kiedy to będzie? :(

Unknown pisze...

A żebyś wiedziała, że akurat wczoraj przeczytałam Twojego ostatniego posta i nawet chciałam skomentować, ale rozłączyło mnie z internetem i nie mogłam. Tak więc odszczekaj to, co napisałaś!:P

siorb pisze...

hau hau