niedziela, 3 maja 2009

Bzzz.

Zostało mnie pół, bo resztę zeżarł moskit chmarny. Nic to, jednak, ponieważ wypłukałem płuca z pyłów i kurzy Warszawy, popatrzyłem na jezioro, na roślinki, na las, na niebo, poleżałem na hamaku, powystawiałem się na słońce, zatęskniłem za żaglami i wyspałem się porządnie, choć nocą chłodno było. Jeśli zaś chodzi o naukę, to oddałem Bardachowi co Bardacha, przemełłem kawał podręcznika, choć do mielenia jeszcze gros zostało. Resztę mełł będę stołecznie, wszak. We wtorek spróbujemy z kolegą Zielińskim po raz pierwszy podejść do odpowiedzi ustnej, dopuszczającej do zerówki. Udamy się tam z wiedzą, miejmy nadzieję, że przynajmniej połowiczną, ale na naszym Wydziale sporo rzeczy udaje się osiągnąć fartem. Niech i tym razem tak będzie! A jak nie będzie, to za tydzień spróbujemy ponownie, z nieco większym materiałem przemielonym.

Nauka ponownie opanowała moje smutne życie. Niechże w maju będzie efektywna, jako i rok temu była, kiedy ostatnich przymiarek wiedzy przed maturą dokonywałem. Amen i bomba.

Brak komentarzy: