wtorek, 3 marca 2009

marcowy dzień, w którym mi się odechciało.

Miałem plany na wakacje, miałem plany na semestr do wakacji, miałem plany zarobkowe, miałem plany naukowe, miałem plany organizacyjno-towarzyskie, a teraz mam wyrwę w mózgowiu i nie mam żadnych planów. Pojawiają się szczątki nowych, co prawda, ale szczątki tylko.

Nie podejmę pracy w tym semestrze, bo mimo że mam mnóstwo wolnego czasu, to jednak mam też mnóstwo nauki, jak się okazało w związku z kiepsko napisanym kolokwium. Nie pojadę w wakacje do pracy do UK, bo tam nie ma dla mnie pracy, a radio trzeszczy, że Polacy, bezdomni i bezrobotni i bez świadczeń socjalnych, miasteczka sobie budują w Anglii namiotowe. We Włoszech - obozy pracy z Polakami w środku. Polak pracuje, Włoch Polakowi nie płaci (wilkiem). Może Grecja, zatem?

Na Open'era miałem jechać dla Kobiety mojej i dla Karolki głównie, ale pokalkulowałem i wyszło, że dla szczęścia niewiast dwóch nie opłaca się łożyć 500+ złotych kapitału, zwłaszcza że zarobek w tym roku niepewny.

Na francuskim nie szło mi tak dobrze, jak ostatnio - szło mi gorzej niż ostatnio. Niepozytyw +1.

W piątek kino z klasą pozostaje jeszcze, a w weekend wyjazd z Kobietą do Poznania. Podobno "zabawimy się ostro". Tak słyszałem.

Jutro zaś pobudka o 4.30, żeby o 5.30 być już na porannym dyżurze w radiu. Wspaniała i mobilizująca to perspektywa. Mam nadzieję, że moja podświadoma działalność destrukcyjna, zogniskowana na radiobudziku firmy Grundig, nie zdecyduje za mnie, że kończę działalność tego typu, zanim ją jeszcze na dobre rozpocząłem.

2 komentarze:

lady aldonna pisze...

buhahahah :> mogę Cię obudzić smsem z sony ericssona - nie można pozwolić, by Twoja świetlana przyszłość zamknęła się wraz z powiekami jutro rano w łóżeczku :>

Pasqui pisze...

pewnie, że bedzie ostro ;D