Zapomniałem o Tobie, blogasku, blogasku. Święta zupełnie odsakralnione i niewiele świąteczne - miałem wrażenie, że to tylko jedno ze spotkań rodzinnych, które zdarzają się w ciągu roku. Choinka, po raz pierwszy od wielu lat - naturalna, jest drzewkiem ślicznym, klimatycznym, kolędy chóralnie wykonywane z odtwarzacza też brzmią przyjemnie, ale śnieg się spóźnił sporo i tylko paprochy jakieś upadły na asfalt, więc w sumie się nie liczy. A bez śniegu nie ma Świąt dla Krzysztofa! BRAK!
Wieczerza bardzo przyjemna, obawiam się jednak, że tylko moje gospodarstwo domowe przyczyniło się do rażącego zdziesiątkowania populacji ryb słodko- i słonowodnych Polski i Wszechświata. Ryba faszerowana, ryba w galarecie, ryba po grecku, ryba wędzona, ryba zdechła, karp á la łosoś, panga á la mintaj, krowa á la kurczak. Świat stanął na płetwie ogonowej!
Nic to, jednak. Większa przyjemność, niż przyjemność z jedzenia, to tylko przyjemność ze spania (oraz cykl przyjemności zdrożnych), w związku z tym, pomimo krzywdy rodzaju rybiego, nie mogę ukryć satysfakcji.
Trochę relaksu w niedooświetlonym mieszkanku przede mną, potem zaś trzeba będzie chwycić się obligacji. Ale nie ma sensu o tym pisać póki co. Miło spędzajcie Święta.
A Sylwestra wciąż nie ma...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz