Zwrot przez rufę i oto jestem z powrotem na dzielni, by ogarnąć pobieżnie rewir, na chwilę przed kolejnym wyjazdem. Mazury żegnają, Mazury witają; zmienia się ekipa (kumple -> rodzinka), fason rekreacji oraz odzież wierzchnia (na trochę mniej stęchłą). W międzyczasie - słów kilka o wyjeździe.
Kilka słów, bo tego nie da się opisać słowami, lol.
Jacht, na którym pływaliśmy (zwany dalej pier***oną krypą), z urzędu zwany Jawą był statkiem-widmem, oprawcą załogi oraz najgroźniejszą bronią Pojezierza - liczby urazów i ran ciętych, kłutych czy szarpanych nie zliczy nikt. Co więcej - pier***ona krypa fundowała nam co chwilę trening umiejętności z zakresu prac bosmańskich, jako że naprawom i reperacjom nie było końca. Oto pobieżnie naszkicowana lista usterek:
Pier***ona krypa działała tak sprawnie, że niewiele podejść do brzegu wyglądało inaczej niż atak napalmowy na Wietnam (przyczynił się do tego również dryf wiatrowy, moje ulubione zjawisko fizyczne, które z tego miejsca serdecznie pozdrawiam), mimo to wszyscy wrócili do domów zdrowi i cali, choć może nieco oszołomieni nadmiarem wrażeń. Oprócz wrażeń oszałamiały nas także Balsam Pomorski, Dzban Leśny oraz Porzeczkowy, a także cała gama napitków na bazie chmielu, czy też ŹDŹBŁO (żóbrówczane drinki, do których świecący wiatraczek dołączano gratis).
Pływało się za to przyjemnie i całkiem szybko. Może nie wyjątkowo szybko, ani też bardzo szybko, ale mimo wszystko dość szybko. Załoga na obu turnusach była morowa, choć można było dostrzec pewne rozbieżności w jej zaangażowaniu w proces pływania, niemniej jednak, jak już wspominałem, wszyscy wrócili do domów zdrowi i cali.
Mógłbym napisać jeszcze wiele więcej, wszelako wciąż jestem brudny i niedopakowany, więc na razie na tym poprzestanę. Pozdrawiam wszystkich wyjazdowiczów i pozostawiczów, kategorycznie zabraniam imprezowania beze mnie i oczekuję rychłego zobaczenia się z Wami.
Pozdrrro, lol.
P.S.
Szczególne i indywidualne pozdrowienia dla:
- Pierwszego Oficera, Ponurego
- Pierwszego Kinematografa, Stawika
- Pierwszego Kuka / Pierwszej Damy, Marty
- Pierwszych i Ostatnich Wegetarian, Adama i Oli
- Pierwszej Fotograficy, Dżulii
- Pierwszej Zabójczyni Wzrokowej, Doroty
oraz
- Pierwszych Podżegaczek Telefonicznych, Karoli i Karoli (balsamowanie zwłok - nomen omen)
:)
mniam, siorb, lol
P.P.S.
Życie na jachcie sprzyja oddziaływaniom ludzi na siebie nawzajem. Czejndżing pipul. A więc - jeśli nie jesteś obeznany z:
- Porą na Rabarbar
- Czekoladą & Smacznymi Orzechami
- Yatamanem
- Fur TV
- Clerksami
- Monty Pythonem i Świętym Graalem
... będzie Ci ciężko.
I don't know. It's a fucking mistery. (Fat Ed)
Kilka słów, bo tego nie da się opisać słowami, lol.
Jacht, na którym pływaliśmy (zwany dalej pier***oną krypą), z urzędu zwany Jawą był statkiem-widmem, oprawcą załogi oraz najgroźniejszą bronią Pojezierza - liczby urazów i ran ciętych, kłutych czy szarpanych nie zliczy nikt. Co więcej - pier***ona krypa fundowała nam co chwilę trening umiejętności z zakresu prac bosmańskich, jako że naprawom i reperacjom nie było końca. Oto pobieżnie naszkicowana lista usterek:
- wypadająca płetwa sterowa (knaga na kontrafale nie działała)
- pęknięty kabestan (sklejony kropelką)
- eksplodujący kabestan (naprawiony zestawem kluczy imbusowych oraz palcami)
- zerwany reling (wymieniony na nowy w Mikołajkach)
- rozklekotany pantograf silnika (dokręcony ww. zestawem kluczy)
- samogasnący silnik (nienaprawiony)
- zmiażdżony odbijacz (patrz wyżej)
- ułamany pełzacz (patrz jeszcze trochę wyżej)
- zerwany lazy jack (naprawiony w porcie)
- niedająca się przetkać brama masztu (jakośmy się z nią domęczyli do końca)
- za krótkie cumy (dokupiona nowa, ładna, żółta, za własne pieniądze)
- luźne wanty (kij tam już z nimi)
- nieluzująca się talia (arrrgh!)
Pier***ona krypa działała tak sprawnie, że niewiele podejść do brzegu wyglądało inaczej niż atak napalmowy na Wietnam (przyczynił się do tego również dryf wiatrowy, moje ulubione zjawisko fizyczne, które z tego miejsca serdecznie pozdrawiam), mimo to wszyscy wrócili do domów zdrowi i cali, choć może nieco oszołomieni nadmiarem wrażeń. Oprócz wrażeń oszałamiały nas także Balsam Pomorski, Dzban Leśny oraz Porzeczkowy, a także cała gama napitków na bazie chmielu, czy też ŹDŹBŁO (żóbrówczane drinki, do których świecący wiatraczek dołączano gratis).
Pływało się za to przyjemnie i całkiem szybko. Może nie wyjątkowo szybko, ani też bardzo szybko, ale mimo wszystko dość szybko. Załoga na obu turnusach była morowa, choć można było dostrzec pewne rozbieżności w jej zaangażowaniu w proces pływania, niemniej jednak, jak już wspominałem, wszyscy wrócili do domów zdrowi i cali.
Mógłbym napisać jeszcze wiele więcej, wszelako wciąż jestem brudny i niedopakowany, więc na razie na tym poprzestanę. Pozdrawiam wszystkich wyjazdowiczów i pozostawiczów, kategorycznie zabraniam imprezowania beze mnie i oczekuję rychłego zobaczenia się z Wami.
Pozdrrro, lol.
P.S.
Szczególne i indywidualne pozdrowienia dla:
- Pierwszego Oficera, Ponurego
- Pierwszego Kinematografa, Stawika
- Pierwszego Kuka / Pierwszej Damy, Marty
- Pierwszych i Ostatnich Wegetarian, Adama i Oli
- Pierwszej Fotograficy, Dżulii
- Pierwszej Zabójczyni Wzrokowej, Doroty
oraz
- Pierwszych Podżegaczek Telefonicznych, Karoli i Karoli (balsamowanie zwłok - nomen omen)
:)
mniam, siorb, lol
P.P.S.
Życie na jachcie sprzyja oddziaływaniom ludzi na siebie nawzajem. Czejndżing pipul. A więc - jeśli nie jesteś obeznany z:
- Porą na Rabarbar
- Czekoladą & Smacznymi Orzechami
- Yatamanem
- Fur TV
- Clerksami
- Monty Pythonem i Świętym Graalem
... będzie Ci ciężko.
I don't know. It's a fucking mistery. (Fat Ed)
3 komentarze:
I don't know that!
Do zobaczenia za niedługo!
aHA! jestem obeznana prawie ze wszystkim :P
my już wróciłyśmy z Paryża, ale niestety nie spotkamy się z Tobą prędko (my=Pierwsze Podżegaczki), bo 24. wyjeżdżamy na żagle takowóż również;(
i też pozdrawiam, siorb.
a, i jeszcze coś: FUCK THEM! ;D
Prześlij komentarz