Wielkie brawa, oklaski i wiwaty, wróciłem cały i zdrów do domu po dwutygodniowym pobycie na własnościowej nieruchomości nad Śniardwami. Umiem już rozpoznawać drzewa ze znacznej odległości (nie tylko modrzewie), dopracowałem do perfekcji sztukę posługiwania się siekierą dwuręczną, a także omijam dziury w asfalcie samochodem osobowym typu kombi z niespotykaną wręcz gracją i wdziękiem.
Z drugiej zaś strony mam swojego rodzaju poczucie, że stałem się przez ostatni czas intelektualnym żukiem gnojarzem. I nie chodzi mi tu o podejmowanie trudnych działań i ambitnych problemów, niestrudzone pokonywanie przeciwności zarówno koncepcyjnych, jak i semantycznych, posiadanie perfekcyjnego sposobu toczenia dyskusji, czy twarde, wręcz chitynowe poczucie pewności, opartej na erudycji i oczytaniu. Nie. Czuję, że na polu intelektualnym po prostu toczę gówno. Może to wynikać, co prawda, z chwilowego onieśmielenia wielkomiejskością aglomeracji, do której zawitałem po miesięcznym (nie licząc popołudnia na przepak) w niej niepobycie, może jednak być to po prostu przykra prawda, którą nareszcie, po tylu latach edukacji w elitarnych placówkach, udało mi się dostrzec. A może po prostu od tego rąbania siekierą coś mi się we łbie porąbało.
Czas spędzony na działce spędzałem spędzając sen ze swych powiek spędami publicystycznymi, które sobie organizowałem na leżaku pośród listowia. Przedzierając się przez raporty, reportaże, felietony i innego rodzaju wiktuały sztuki dziennikarskiej, nie udało mi się znaleźć czasu na literaturę grubszą, nie licząc liźnięcia historii powszechnej początku XIX wieku oraz książkowej wersji bloga Wawrzyńca Prusky'ego (którego to elektronicznej wersji lektury inaugurację wnet przeprowadzę!). Uczestniczyłem zaś w wielu wydarzeniach kulturalnych, takich jak zakupy w wiejskim sklepie spożywczym, rozmowy z gospodarzami wiejskimi, przycinanie żywopłotu oraz występ Kabaretu Moralnego Niepokoju w amfiteatrze twierdzy BOYEN w Giżycku.
W najbliższym czasie zamierzam wykorzystać swój nadwątlony potencjał socjalny i obalić kilka galonów chmielowego trunku wraz z najbliższymi przyjaciółmi i współpracownikami. Oprócz tego będę zapamiętale jeździł na rowerze i pomagał dziadkom w poremontowych porządkach.
Resztę sprawozdawczej relacji dołączę w terminie późniejszym, o ile mi się jeszcze coś ciekawego przypomni, a reportaże ze stacji, na które zawiezie mnie Kolej Losu (sp. z o.o.) w najbliższym czasie, publikował będę na bieżąco.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich ziomków, a w szczególności Blondi Squad, załączając podziękowania za niezwykle wprost oszałamniającą pocztówkę z europejskiej stolicy perwersji.
Z drugiej zaś strony mam swojego rodzaju poczucie, że stałem się przez ostatni czas intelektualnym żukiem gnojarzem. I nie chodzi mi tu o podejmowanie trudnych działań i ambitnych problemów, niestrudzone pokonywanie przeciwności zarówno koncepcyjnych, jak i semantycznych, posiadanie perfekcyjnego sposobu toczenia dyskusji, czy twarde, wręcz chitynowe poczucie pewności, opartej na erudycji i oczytaniu. Nie. Czuję, że na polu intelektualnym po prostu toczę gówno. Może to wynikać, co prawda, z chwilowego onieśmielenia wielkomiejskością aglomeracji, do której zawitałem po miesięcznym (nie licząc popołudnia na przepak) w niej niepobycie, może jednak być to po prostu przykra prawda, którą nareszcie, po tylu latach edukacji w elitarnych placówkach, udało mi się dostrzec. A może po prostu od tego rąbania siekierą coś mi się we łbie porąbało.
Czas spędzony na działce spędzałem spędzając sen ze swych powiek spędami publicystycznymi, które sobie organizowałem na leżaku pośród listowia. Przedzierając się przez raporty, reportaże, felietony i innego rodzaju wiktuały sztuki dziennikarskiej, nie udało mi się znaleźć czasu na literaturę grubszą, nie licząc liźnięcia historii powszechnej początku XIX wieku oraz książkowej wersji bloga Wawrzyńca Prusky'ego (którego to elektronicznej wersji lektury inaugurację wnet przeprowadzę!). Uczestniczyłem zaś w wielu wydarzeniach kulturalnych, takich jak zakupy w wiejskim sklepie spożywczym, rozmowy z gospodarzami wiejskimi, przycinanie żywopłotu oraz występ Kabaretu Moralnego Niepokoju w amfiteatrze twierdzy BOYEN w Giżycku.
W najbliższym czasie zamierzam wykorzystać swój nadwątlony potencjał socjalny i obalić kilka galonów chmielowego trunku wraz z najbliższymi przyjaciółmi i współpracownikami. Oprócz tego będę zapamiętale jeździł na rowerze i pomagał dziadkom w poremontowych porządkach.
Resztę sprawozdawczej relacji dołączę w terminie późniejszym, o ile mi się jeszcze coś ciekawego przypomni, a reportaże ze stacji, na które zawiezie mnie Kolej Losu (sp. z o.o.) w najbliższym czasie, publikował będę na bieżąco.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich ziomków, a w szczególności Blondi Squad, załączając podziękowania za niezwykle wprost oszałamniającą pocztówkę z europejskiej stolicy perwersji.
1 komentarz:
chyba jednak skarabeusz!
Nie zapominaj , że również delektowałeś się moim intelektualnym towarzystwem, co powoduje, że niejako przez skórę nasiągłeś wiedzą i erudycją. Tak jesteś, mój drogi, Wakacyjnym Inteligentem Z Nasięku.
Prześlij komentarz