wtorek, 26 sierpnia 2008

The Gruz Brothers

Ekipa remontowa składała się dziś ze mnie i z mojego braciszka. Prace warły i wrzały, nawet rynnie dostało się z pędzla i z farby. Ponadto - kataklizm domowy. Nie mam sedesu. Jak tylko skończę notkę idę budować sławoję na podwórku. Okej, może trochę przesadziłem. Mam sedes, ale niecałkiem sprawny. To tak jakby mieć samochód bez silnika, ale w którym można by się było schować przed deszczem. No i tak teraz mogę sobie na nim posiedzieć, ale jak z tego wysiadywania coś się wykluje, to trzeba będzie to zalać miednicą. Ech, cóż. To będzie ciężka noc dla mojej perystaltyki. Jutro zaś zaświta jutrzenka hydraulika i wszystko będzie słodko i dobrze.

Bonusowa refleksja sportowa: dawno nie oglądałem rozgrywek Ligi Mistrzów, więc jak już zobaczyłem mecz dzisiejszy (jeszcze trwający), to się niezmiernie zdziwiłem. Zrewidowana i zachwiana została moja wiedza polityczno-społeczno-geograficzna. Otóż, jeśli by kierować się wiedzą czerpaną z meczy piłkarskich, można by dojść do wniosku, że, na ten przykład, Katalonię zamieszkują sami Murzyni. Wstrząsające! Co więcej, nie tylko w Katalonii, ale i w naszej Polsce zajmują się oni rzemiosłem piłkarskim, i na dodatek strzelają bramki dla Białej Gwiazdy!

Siostro, defibrylator!

1 komentarz:

Pasqui pisze...

defibrylator to kolejne słowo po "paraleli", z ktorym mam kłopoty...