sobota, 30 sierpnia 2008

Fight for your right

Niee, kurde, trzeba przezwyciężyć ten marazm, tę apatię, tę inercję gnuśną, tę beztwórczość, lenistwo i plugawe nieróbstwo! Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i wygrać z Siłami Zła, Ciemności i Tymczasowego Kontrolowanego Paraliżu Kończyn.

Tak myśląc zacząłem pisać tę notkę, mimo że tragicznie mi się nie chciało.

Od wczoraj jestem honorowy, przynajmniej w zakresie krwiodawstwa. Odkapano ze mnie pół litra wartkiej posoki, kiedy to oglądałem związkowców gromadzących się na Placu Piłsudskiego. Już po wszystkim, uposażony w drogocenne pudełko o czekoladowej zawartości, udałem się z dziewczętami na koncert Czesława, który zaiste był dobry, śmieszny, zaskakujący i zachęcający. Do dalszego słuchania.
Dzisiaj zaś pora na koncert Łony i Afro, koncert najprawdopodobniej olśniewający, zdumiewający, oszałamiający i niepowtarzalny, tym bardziej więc dziwię się koleżkom i koleżankom, którzy w ostatniej chwili zrezygnowali z uczestnictwa w owym wiekopomnym wydarzeniu. Nic to, jednak. Najwierniejszym fanom niestraszne nawet Legionowo! No, może jeno ociupinkę...

Przepraszam, więcej już dzisiaj nie będzie. Znaczy, teraz. Jak się afrodoładuję, to pewnie palce same będą chciały pląsać po klawiszboardzie.

Brak komentarzy: