poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Warszawa & Okolice

Mój robotniczy rewir przeniósł się z Mazur na Mazowsze, a konkretnie Zielonkę pod Warszawą. Tam to, na posesji moich dziadków, dokonuję prac remontowo-ogrodniczych, przeprowadzając ogólny "mejntenens", od koszenia trawy po malowanie balustrad. Wszystko to za symboliczną opłatę oraz miskę ciepłej zupy. Dwie miski. Powiem szczerze: za talerz obiadu. Dwa talerze. Plus dokładka. Za monstrualną górę żarcia. I jakieś kieszonkowe. A podatku nie zapłacę, hehehehe...

Nieobecność moja zaowocowała wypełnieniem mojej skrzynki pocztowej stosem korespondencji, w tym kilkoma rachunkami (na Tatusia, hehe), reklamami pizzy, pocztówką (już wspominałem) oraz dwoma zawiadomieniami o liście poleconym, czekającym na odbiór w najbliższym urzędzie pocztowym (na osiedlu). Od zawsze wiedziałem, że wakacje to taki okres, kiedy każdy dzień jest sobotą (z wyjątkiem niedziel). Dzisiaj natomiast dowiedziałem się, że inni też o tym wiedzą. I tak to, kiedy o 12:00 stałem przed podwojami Urzędu Pocztowego numer Ileśtam Osiem, z odrzwi nieprzyjaźnie łypała na mnie karteluszka informująca, że w okresie od lipca do sierpnia urząd ów działa w godzinach 14:00-20:00. Nie ma co się, prawda, przemęczać. Zwłaszcza w tak jałowym korespondencyjnie okresie, jak letnie wakacje.
Anyway - pod wieczór, kiedy odstałem swoje w kolejce, dowiedziałem się, że to tylko socjologia bez ceregieli zawiadamia mnie o tym, że się do nich, koniec końców, nie dostałem, z powodu niezłożenia kompletu potrzebnych dokumentów. Ech, dobijają człowieka na każdym kroku. ;(

Refleksja na koniec: Reklamowane na drzwiach osiedlowego marketu parówki "Jedyne" trącą z daleka lekką komuną. I nie, nie chodzi mi o ich unikalny aromat. Nieważne.

Waka-fotka na ostentacyjne zakończenie.


2 komentarze:

Pasqui pisze...

Zdjęcie pod tytułem "What the fuck?"

Anonimowy pisze...

Witam

Serdecznie zapraszam do wymiany linkami z moim psychologicznym blogiem

www.Psychika.net