Zdecydowanie się starzeję. Przestaję sobie radzić z ogarnianiem Facebooka. Coraz więcej rzeczy się tam dzieje, a wszystkie wyjątkowo istotne. Niedługo będę musiał zatrudnić sekretarkę do robienia mi codziennego resumé najistotniejszych aktywności. A wieczorami będę z nią uprawiał seks na biurku.
Wróciłem więc z Sycylii, która była piękna i gorąca, czyli taka, jak lubię. Gorzej było z mieszkankami Sycylii, które były małe i grube, czyli takie, jakich nie lubię. Tygodniowy pobyt spędziłem niemal wyłącznie na spaniu, jedzeniu makaronu (już kurfa nie mogę...), pływaniu w basenie, pływaniu w morzu, pływaniu w szampanie, pływaniu w dolcach (baksach), leżeniu plackiem, leżeniu wackiem i leżeniu nago. Mniej więcej.
Wyjątkowo rozwinąłem w tym czasie swoje zdolności językowe. Z poziomu użytkowania włoskiego na poziomie podręcznikowych czytanek i wykuwanych na pamięć dialogów, zacząłem porozumiewać się żywym, organicznym, płynnym językiem autochtonów, który nieco rozumiałem, i który nieco wydzielałem majself. Całkiem zadowolenie, chociaż zauważyłem, że do niektórych UNITE mogłem przykładać się bardziej w ciągu roku akademickiego. Ale i tak oceniam się na nieźle w znaczeniu funkcjonalno-komunikacyjnym i nie-tak-marnie w znaczeniu poprawności merytorycznej.
Po powrocie do Warszawy (opóźnionym o godzinę z powodu tego, że któryś z pasażerów chciał przewieźć do Polski półtorametrowy miecz) nie mogę się odnaleźć w istnieniu, bo brakuje mi poobiednich drzemek, których z powodzeniem i niespotykaną u mnie regularnością zażywałem na Wyspie u Podnóża Kozaka. Przykre to o tyle, że nadchodzące dni nie będą obfitowały w okazje do mocnego, nocnego snu. A poza tym sypiam średnio, bo bezustannie poprawiam ułożenie kołdry, żeby mi peryferia nie wystawały na ziąb. Cholernie zimna ta Polska.
Teraz kończę bo natłok zajęć goni mnie i ciśnie. Następny wpis, jeśli mi się uda zebrać myśli, będzie dotyczył kobiet, a więc również, a może przede wszystkim - cycków. Załóżcie śliniaczki i czekajcie cierpliwie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz