Upalne lato jest torturą nie do zniesienia. Z jednej strony skłania otaczających mnie ludzi do zachowywania się w taki sposób, że mam ogromną ochotę ich wszystkich pozajebywać, pozapierdalać, poćwiartować, omelać i wyjebać do kanalizacji, z drugiej zaś strony przynosi przemożne uczucie ociężałości, wypompowuje wszystkie siły, wskutek czego nie chce mi się nawet zrobić sobie tosta na kolację, a cóż dopiero o zajebywaniu mówić ludności.
W związku z tym czuję coraz silniejszą motywację, aby jak najprędzej przeprowadzić się na zamknięte osiedle, które oprócz zadbanych trawników ma jeszcze jedną zaletę; mianowicie, jest zamknięte.
Od bitego tygodnia nie udaje mi się spokojnie zmrużyć oka, ani bezstresowo spędzić wieczoru. Z konieczności klimatycznej pozostawiam bowiem okna pootwierane na oścież. To, co się zaś dzieje za oknami, doprowadza mnie do szewskiej pasji, krawieckiej furii, ciesielskiego szału i murarskiego amoku. Cholerne, pustogłowe dresiarstwo, pospołu (a właściwie równolegle) z robolstwem najemnym, wykańczającym jakieś mieszkanie w kamienicy obok, robią sobie nocne recitale muzyki rozrywkowej. Właściwie nie sobie - robią te recitale szczodrze, dla całej ulicy, nie tylko puszczając muzykę, ale również traktując ją jako akompaniament do własnych popisów wokalnych, o ile w zamysł piosenki wpisane jest posiadanie przez nią tekstu. Nóż się w kieszeni otwiera i węża straszy, kiedy o 4.00 nad ranem wciąż słychać zza okna przeboje lata z radiem czy najgorętsze hity z klubowych parkietów. Nieznośne warunki takiego bytowania skłaniają mnie do myślenia o emigracji ze zdwojoną siłą. Nie umiem jednak powiedzieć kiedy nadejdzie wybawienie. Mam nadzieję, że plan końcoworoczny, o którym pisałem w zeszłym poście, uda się zrealizować. Jednak każda rozmowa, którą na ten temat usiłuję przeprowadzić z Dzierżącym Finanse Domu, wpędza mnie w coraz głębszą depresję i wzmaga poczucie beznadziei mojego istnienia. Ale jeszcze walczę.
Napierdalam.
4 komentarze:
Zwyciężymy! Zwyciężymy! :*
u mnie ostatnio sąsiedzi tak głośno się pieprzyli (otwarte okna), że słyszałem to o drugiej :(
Ja tam nigdy nie słyszałem żadnego pieprzenia zza ściany. Pewnie lepsze to niż playlista radia vox, ale noc to jednak niezła pora na sen, więc rozumiem Twój smutek. ;)
To nie było zza ściany, tylko w nocy ja miałem otwarte okno, i jacyś sąsiedzi na przeciwko tez. Niestety, okno otworzyli, więc światła pogasili. Jedni boją się drzazg, inni komarów ;D
Prześlij komentarz