Powód do radości przynajmniej jeden - znalazła się motywacja, aby i dzisiaj napisać coś na blogasek! Norma pozytywów niby wyrobiona, ale okazuje się, że jest ich więcej. Otóż wczoraj udało mi się skończyć kolejny magiczny tekst ezoteryczny, których produkcja stanowi moje prospektywne źródło dochodu. Został mi jeszcze jeden do napisania, aby skompletować pierwszą część mojego zlecenia, toteż na razie jestem królem świata i trochę przede mną z górki.
Co więcej, nie muszę się zupełnie przejmować żadnymi poprawkami, ponieważ wszystko mam elegancko zaliczone w pierwszym terminie, indeks rozliczony i czekam spokojnie na rozpoczęcie nowego roku akademickiego, który połamie mi nogi i wrzuci mnie do rzeki w Janie Niezbędnym.
Ponadto, moje życie uczuciowe jest wyjątkowo piękne i bogate, a moja ukochana równie piękna, choć nie tak bogata. To sympatyczne, kiedy po czterech latach w związku wciąż można czuć się jak zakochany dzieciak. Jestem cały w skowronkach, co zapewne skończy się bardzo niehigienicznie.
Co jeszcze może mnie cieszyć? Seks, pieniądze, pozycja społeczna... aha, no i jeszcze muzyka. Ostatnio trafiam w samo sedno swoich własnych zainteresowań muzycznych, odnajdując zapomniane, pobieżnie przesłuchane lub nieznane albumy jazzowe, które cieszą mnie i inspirują. Obecnie fascynuję się Dexterem Gordonem, Jimmym Smithem, Horace'em Silverem i płytą Babalu Michaela Bublé. Ta ostatnia stanowi dla mnie źródło natchnienia kompozytorskiego, co jest bardzo ważne, zważywszy, że stoję przed odpowiedzialnym zadaniem skomponowania jingla na pewien studencki festiwal teatralny, który odbędzie się w Warszawie w październiku. Wraz z Adamusem zajmujemy się komponowaniem i wykonywaniem tych utworów, lecz częściej ścigamy się w Need For Speed: World, co może na dłuższą metę (hehe, metę) źle wróżyć powodzeniu tego przedsięwzięcia.
A skoro wspomniałem już o wyścigach, to przejdę teraz do sportu. Nareszcie zacząłem ruszać się z domu (a również w domu, ale to nieprzyzwoite, więc ów tekst nie będzie o tym traktował). Jestem z tego faktu zadowolony, nawet jeśli to ruszanie się skutkuje ssaniem pałki w rozlicznych dyscyplinach sportowych. Jestem na to przygotowany i do tego przyzwyczajony, wszak od małego byłem nędznym sportsmanem. I na dodatek jeszcze mój braciszek wyjechał na festiwal reggae w Ostródzie, więc mam własny pokój (!). Niewiarygodnie żalowe, ale prawdziwe.
Na teraz chyba wystarczy. Następna notka, o ile nie zboczę z wytyczonej ścieżki, traktować będzie o moich smutkach i dyskomfortach. Szykuje się fascynująca lektura! Zostańcie z nami!!1
Co więcej, nie muszę się zupełnie przejmować żadnymi poprawkami, ponieważ wszystko mam elegancko zaliczone w pierwszym terminie, indeks rozliczony i czekam spokojnie na rozpoczęcie nowego roku akademickiego, który połamie mi nogi i wrzuci mnie do rzeki w Janie Niezbędnym.
Ponadto, moje życie uczuciowe jest wyjątkowo piękne i bogate, a moja ukochana równie piękna, choć nie tak bogata. To sympatyczne, kiedy po czterech latach w związku wciąż można czuć się jak zakochany dzieciak. Jestem cały w skowronkach, co zapewne skończy się bardzo niehigienicznie.
Co jeszcze może mnie cieszyć? Seks, pieniądze, pozycja społeczna... aha, no i jeszcze muzyka. Ostatnio trafiam w samo sedno swoich własnych zainteresowań muzycznych, odnajdując zapomniane, pobieżnie przesłuchane lub nieznane albumy jazzowe, które cieszą mnie i inspirują. Obecnie fascynuję się Dexterem Gordonem, Jimmym Smithem, Horace'em Silverem i płytą Babalu Michaela Bublé. Ta ostatnia stanowi dla mnie źródło natchnienia kompozytorskiego, co jest bardzo ważne, zważywszy, że stoję przed odpowiedzialnym zadaniem skomponowania jingla na pewien studencki festiwal teatralny, który odbędzie się w Warszawie w październiku. Wraz z Adamusem zajmujemy się komponowaniem i wykonywaniem tych utworów, lecz częściej ścigamy się w Need For Speed: World, co może na dłuższą metę (hehe, metę) źle wróżyć powodzeniu tego przedsięwzięcia.
A skoro wspomniałem już o wyścigach, to przejdę teraz do sportu. Nareszcie zacząłem ruszać się z domu (a również w domu, ale to nieprzyzwoite, więc ów tekst nie będzie o tym traktował). Jestem z tego faktu zadowolony, nawet jeśli to ruszanie się skutkuje ssaniem pałki w rozlicznych dyscyplinach sportowych. Jestem na to przygotowany i do tego przyzwyczajony, wszak od małego byłem nędznym sportsmanem. I na dodatek jeszcze mój braciszek wyjechał na festiwal reggae w Ostródzie, więc mam własny pokój (!). Niewiarygodnie żalowe, ale prawdziwe.
Na teraz chyba wystarczy. Następna notka, o ile nie zboczę z wytyczonej ścieżki, traktować będzie o moich smutkach i dyskomfortach. Szykuje się fascynująca lektura! Zostańcie z nami!!1
1 komentarz:
Skowronki:>
Prześlij komentarz