środa, 25 lutego 2009

mielonka, mielonka

Zdaje mi się, że nastąpił dzisiaj jakiś przełom w historii mojej choroby, gdyż gardło nie próbuje już zostać autonomiczną republiką rządzoną przez juntę wojskową. Mimo to wciąż nie czuję się najlepiej, gdyż zażywam środek wykrztuśny, który ma oczyścić moje polskie drogi oddechowe z pozostałości flegmy, śluzu, grzybów i porostów, co przejawia się w moim częstym a soczystym pokasływaniu, od którego ciemnieje mi w oczach, a moje ciało obraca się wokół własnej osi dziesięć centymetrów nad ziemią, emitując promienie gamma.

Pomimo takiego stanu zdrowia, spędziłem dziś przyjemną porę obiadową z moją niewielką przyjaciółką, która spowodowała, że pobliski chinol stał się sceną sytuacji żywcem wyciągniętej z Monty Pythona. Otóż, chciała Mała zamówić sobie warzywa na ostro, takie jakie są w innych potrawach. Poprosiła więc o warzywa na ostro, takie, jakie są w innych potrawach, ale pani ekspedientka nie pojęła problemu, co ujawniła, mówiąc "ale my nie mamy warzyw w ofercie". Spoglądając na menu, w którym, pomimo zapewnień ekspedientki, pojawiały się dość gęsto warzywa, zaproponowałem, żeby zaserwowała Małej na przykład "kurczaka z warzywami na ostro", bez kurczaka. I to nie poskutkowało, o dziwo (pani ekspedientka widocznie bez wyższych szkół), więc Mała zamówiła wyżej wymienionego kurczaka, i zżarłszy go najsampierw, doprowadziła w końcu do stanu, w którym na jej talerzu znajdowały się warzywa na ostro.

Przypomniał mi się na tę okazję skecz z mielonką, który przytaczam po przerwie powstałej w wyniku dwukrotnego naciśnięcia klawisza "Enter".



P.S.
Z kolokwium nie było źle, na pewno zaliczyłem, a wczoraj dodatkowo miałem pierwszy francuski od matury. Ciężko odzyskać zapomniane słownictwo...

9 komentarzy:

kask pisze...

spam-spam-SPAM-spam

mała pisze...

to bardzo miło, że umieszczasz mnie w notce bejbe. szkoda tylko, że nie mieli warzyw w ofercie. i że twoja zielona herbata nie była zielona.

Krzysztof pisze...

rzeczywiście, moja herbata nie była zielona, tylko upomniana. :)

Kasku, wiedziałem że się znakomicie odnajdziesz w temacie. ;)

Rafał pisze...

Chińczyk z mazowieckiej to jest to

kask pisze...

ho, mazowiecka. a to nie jest jakies straszne burzujstwo? czy kaska o skundlonej duszy i takimż portfelu bedzie li na to stac?

Matylda pisze...

Boże, ale u tego Chińczyka NAPRAWDĘ pływał plastik w zupie! Chociaż, skądinąd, była pyszna.

kask pisze...

plastik przynajmniej nie jest niczyim trupem

Krzysztof pisze...

W Sphinx'sie przy Alejach pływała śruba w sosie. Uwierzcie - zdarzają się gorsze przypadki.

Jest dosyć tanio, Kasku. Dania obiadowe w cenach od około 12 do około 20 złotych.

M. pisze...

20 zł to drogo:) A propos: ostatnio w coffee heaven piłam pyszną kawę, tyle że... pływały w niej dwa włosy :(