środa, 4 lutego 2009

Tytuł zapomniany

Jako ostatnia osoba na świecie dowiedziałem się o zaliczeniu egzaminu z logiki prawniczej na 3+ i odetchnąłem z ulgą. Odetchnąwszy z ulgą, zainaugurowałem ferie prawnicze 2009, inaugurując je, nota bene, tydzień i jeden dzień po ich rzeczywistej inauguracji, która miała miejsce tuż po wyjściu z sali, gdzie pisałem egzamin z logiki. Było to w poniedziałek, 26 stycznia. Nie przeczuwając niczego złego, podejrzewałem, że poczekam sobie spokojnie do środy, do kiedy to wyniki miały być ogłoszone, a w międzyczasie miałem uczyć się historii państwa i prawa polskiego, pospołu z prawem rzymskim, z których to przedmiotów czekają mnie kolokwia tuż po powrocie z ferii. Skrzyżowanie moich szyków nastąpiło dnia następującego po pamiętnym poniedziałku, kiedy to jeden z moich kolegów z wydziału, w przypływie euforycznej radości, podzielił się ze mną informacją, że dostał wyniki z logiki i że są to wyniki pozytywne. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że przegrałem w życiu. Powróciwszy do domu z narady redakcji pewnego czasopisma, sprawdziłem swoje usosowe konto, w celu przekonania się, czy i ja, być może, zrządzeniem losu, nie mam już ogłoszonych i zapisanych złotymi zgłoskami wyników egzaminu. Okazało się, że nie mam. Następnego dina postanowiłem powtórzyć ów proces, w nadziei, że to może niewielkie opóźnienie sprawiło, że rezultaty moich poczynań są wciąż mi nieznane. Nic z tego, wciąż ich tam nie było. W ten sposób popadłem w nałóg. Codziennie, kilka razy, czułem głód wyników, leciałem wówczas niczym strzała do komputerowej świątynii ocen, przeglądałem z gorączką kolejne strony, wybierałem kolejne zakładki, odświeżałem, hackowałem, majstrowałem - nic. Cóż, dosyć dygresji - dostałem 3+.

Następuje wkrótce czas przygotowań do wyjazdu na narty. Superancko. Mam już cały potrzebny ekwipunek (prócz żarła), a narty smarują się w serwisie. Czekam na te ferie jak na zbawienie i potępienie zarazem. Zbawienie - bo po okresie dzikich stresów postlogicznych potrzebny mi rześki wypoczynek. Potępienie - bo jak się nie uczyłem w domu, tak się nie pouczę zapewne w górach. Chyba że starczy mi żelaznej wytrwałości, hehe.

He he...
Pozdrawiam.

4 komentarze:

Rafał pisze...

No, to do piwa pretekst jest ;)

mała pisze...

TEŻ CHCĘ NA PIWOOOOOOOO!!!!!!!!!1111one

Pasqui pisze...

A ja chce z Tobom pojechać;(

siorb pisze...

Mucias, wszyscy dobrze wiemy, że nie będziesz się tam uczył niczego, prócz ewentualnie nowych sposobów na błyskawiczne pozbycie się kaca ;P