Jednak wszystko, co tłumione, znajduje gdzieś swoje ujście. Potwornie denerwuje mnie ksenofobia, dramatyzowanie, bezmyślne forsowanie własnych poglądów i niezdolność do dyskusji mojego ojca, które często łączą się z jakimiś zaczepkami pod moim adresem. Wszystkie kulturalnie olewam, bo nie wypada kłócić się z rodzicami na progu świąt. Poza tym, dyskusje domowe, które przypominają squasha, kiedy moje argumenty odbijają się od niewzruszonych przekonań Tatusia, zwykle kończą się moim furiackim, nieprzystojnym, wulgarnym wybuchem frustracji, które powinienem ograniczać, człowiekiem cywilizowanym i na-poziomnym będąc. W związku z tym przeżuwam wszelkie niedogodności, nie dając po sobie poznać, że cokolwiek mnie one wzruszają. A wszystko kończy się tym, że płaczę na zakończenie filmu o labradorze. Bóg zrobił człowieka z wody i dał mu otwory, którymi ta woda może wydostać się na zewnątrz, gdy jakaś gruczołowa sprawa nie cierpiąca zwłoki pozostaje do uregulowania. Dlatego też równowaga ,także i w moim ustroju, została zachowana, a ja, rosząc łzą rzewną prześcieradło przed laptopem, mogę kontynuować niewzbudzanie napięć zewnętrznych dla mnie, a wewnętrznych dla mojej podstawowej komórki społecznej.
Życzę wszystkim wesołych świąt i odpoczynku. Tego ostatniego życzę głównie sobie, prawdę mówiąc. Ale i Wam na pewno trochę się przyda. ;)
Życzę wszystkim wesołych świąt i odpoczynku. Tego ostatniego życzę głównie sobie, prawdę mówiąc. Ale i Wam na pewno trochę się przyda. ;)
3 komentarze:
Nie ma to jak ostre dyskusje w wąskim gronie :>
Na mnie ostatnio bardzo kulturalnie nawrzeszczano z okazji prania, które babcia rozwiesiła ubiegając mnie. I cała afera. O skarpetki i gacie. Zaciskam zęby i mrucząc pod nosem idę do swojej roboty, ale czuje się jak gimnazjalistka. I nawet nie miałam filmu o psie do popłakania, tylko desperacko pogrążyłam się w 16 odcinku Housa...
to nie był film o byle psie, tylko o blabladorze! :(
Prześlij komentarz