Jest taka prawidłowość w funkcjonowaniu mojego organu myślącego, że jak coś nie do końca pójdzie po mojej myśli, a to w wyniku mojego błędu, zaniechania, niewiedzy bądź braku skilla, to w najbliższym sąsiedztwie czasowym tego wydarzenia postanawiam włączyć tryb ostrej kurwy i nauczyć się wszystkiego, ogarnąć wszystko, poznać i zrozumieć świat, national geographic i animal planet. Taki właśnie tryb uruchamiam dziś wieczór i postaram się wytrwać w jego towarzystwie przez najbliższe parę tygodni. Bo tak naprawdę - mógłbym robić więcej, mógłbym wiedzieć więcej i umieć więcej, i to wcale nie kosztem odpoczynku, snu i tym podobnych czynności-wartości, które osobiście wyznaję i uznaję za fundamentalne (sen ponad wszystko). Wystarczą radykalne cięcia budżetu czasowego na takie pierdoły jak facebook, youtube, grono, czy cokolwiek jeszcze często odwiedzam. Niemożność wymienienia wszystkich tych rzeczy z pamięci potwierdza tezę, że robię to bezwiednie, bezmyślnie i tylko po to, by nie robić czegoś konstruktywnego. Dlatego też koniec, KURWA, z tym badziewiem. Doszedłem dziś do wniosku, że BUW nie jest jednak taki bezużyteczny, bo pomimo że wkurwia mnie nieco jego masońska, kapitalistyczna, lansiarska i z lekka pogardliwa atmosfera, to nie ma tam zjawisk rozpraszających, takich, jakich pełno, ot, choćby w moim mieszkaniu. A jak cementowe wnętrze zaczyna uciskać moją karmę, mogę wyjść do ogródka i pierdolnąć się na trawie, licząc na to, że żadne dziecko mnie nie obszcza ani pies nie będzie płakał.
Bystry obserwator mógłby z ironią skomentować treść tego wpisu, przyznając, że rzeczywiście widać, jak wziąłem się do roboty, po tym, jakie elaboraty tworzę na blogu. Przyznałbym mu rację, przeklinając go w duchu do trzeciego pokolenia, i kopnąwszy delikwenta w jaja (ewentualnie ich surogat) udałbym się ku swoim sprawom. Wobec tego, nie czekając na wykwit takiej sytuacji, zabieram się za kontynuację obróbki dźwiękowej materiału reporterskiego o eksploracji Marsa. Na antenie Radia Kampus w najbliższą środę między 14.00 a 17.00. Zapraszam.
Bystry obserwator mógłby z ironią skomentować treść tego wpisu, przyznając, że rzeczywiście widać, jak wziąłem się do roboty, po tym, jakie elaboraty tworzę na blogu. Przyznałbym mu rację, przeklinając go w duchu do trzeciego pokolenia, i kopnąwszy delikwenta w jaja (ewentualnie ich surogat) udałbym się ku swoim sprawom. Wobec tego, nie czekając na wykwit takiej sytuacji, zabieram się za kontynuację obróbki dźwiękowej materiału reporterskiego o eksploracji Marsa. Na antenie Radia Kampus w najbliższą środę między 14.00 a 17.00. Zapraszam.
5 komentarzy:
Surogat. Ładne słowo. Popieram dążenia, aczkolwiek będe Cię musiała co nieco odrywać od roboty, bo to me kobiece prawo.
ja też przeklinam fejsbuka i grono i całe te badziewie, a mówiąc to już wklikuję facebook.com ...
Do not underestimate the power of the Leserstwo
fejsbuk ostro ssie. jednak miałam rację, że nie powinnam była go zakładać :/
ja tak sobie wczoraj postanowiłam - kurde, jest robota, trzeba się za nią wziąć, wstaję jutro o 7 i jadę do czytelni, nie dam się znowu wychujać z kolejną pracą roczną... jak widać jest 9.19, a ja 15 minut temu wstałam...
To ile wy tych prac macie? Mnogość jakowaś straszna - ja mam tylko jedną, za to tłustą :>
Prześlij komentarz