niedziela, 19 września 2010

~

Piękna sprawa. Chodzenie na imprezy klubowe wieczorową porą może skutkować w załapaniu przeziębienia w drodze powrotnej. Przewrotny fakt pojawiania się pierwszych symptomów choroby po trzech dniach od zaistnienia czynników chorobotwórczych sprawia, że na początku wszystko wydaje się w porządku, imprezę oceniamy jako udaną, bawiliśmy się dobrze, odespaliśmy, życie toczy się dalej. A potem nagle, po trzech dniach, z niewiadomych przyczyn zaczyna się obsmarkiwać stół roboczy projektanta wnętrz i jego próbniki blatów i frontów szafkowych. 

Wykańczanie mieszkania we współpracy ze sponsorami owego przedsięwzięcia jest straszliwym, nabrzmiałym wrzodem na dupie. Zmianom koncepcji nie ma końca, zwłaszcza że chyba w żadnym punkcie negocjacji nie można dojść do projektu spójnego i wspólnego wszystkim zainteresowanym. Dodatkowym kłopotem jest wybór materiałów, wykonawców, producentów, stylu, projektu... No i jeszcze dostosowywanie wyżej wspomnianych czynników do warunków mieszkania, niekończące się rozważania czy potrzebujemy kaloryfera w kuchni, po to, żeby sobie dogrzewać przez dwa tygodnie w roku, a przez który nie można w tym a tym miejscu w kuchni postawić szafki (kto w ogóle, kurwa, umieszcza w kuchni kaloryfer, i to na dodatek na poziomie podłogi i w kącie?!), itepe, itede. Tak to wygląda. Nie będzie to bowiem MOJE mieszkanie, tylko mieszkanie moich RODZICÓW, którzy zamierzają (przez 20% czasu) przeprowadzić się tam na stare lata (pozostałe 80% czasu poświęcone jest na pomysły: sprzedaży go i kupienia innego mieszkania dla całej rodziny, sprzedaży go i kupienia trzech mieszkań dla rodziców, mnie i brata, sprzedaży go i kupienia samochodu o mocy miliona koni mechanicznych, sprzedaży go i kupienia domu na Krecie, sprzedaży go i zamieszkania w namiocie cyrkowym itp.). Tak więc nie mam swobody decydowania, którą miałbym, gdybym przeprowadzał się na swoje. Tak to właśnie wygląda. Ale zaciskam zęby i idę na ustępstwa, bo wynieść się z domu chcę, muszę i należy. Żeby się tylko udało przed tymi cholernymi Świętami!

6 komentarzy:

Pasqui pisze...

Proponuję taki układ: dom na Krecie dla rodziców, namiot cyrkowy na Jamajce dla brata, samochód+mieszkanie dla Ciebie. I kaloryfer w kuchni dla mnie, żebym nie marzła lepiąc dla Ciebie pierogi ze szpinakiem:*

Katia pisze...

Trzymam kciuki i jednocześnie współczuję bardzo, bo nam nikt nie powiedział ani słowa na szurnięte pomysły pomalowania ścian na ciemnoniebiesko albo walnięcia sobie patchworku z kafelków na kuchennej ścianie ;)
I kocham teraz nasze mieszkanie, każdy jego milimetr kwadratowy, ale powiem Wam, że i tak najważniejsze jest to, Z KIM się mieszka - i całą niebieską farbę i wszystkie patchworkowe kafelki świata bym za to oddała.
Więc nie spinajcie się ;)

Unknown pisze...

Proponuję, byś poszedł do banku, wziął kredyt jak miliony młodych Polaków. Wtedy narzekaj.

Tanie bilety lotnicze pisze...

Bardzo dobry serwis ! Bede go polecał znajomym.

Loty do Madrytu pisze...

Widziałem już gdzieś taką księge gości. Jest genialna!

Tanie loty do Madiolanu pisze...

Bardzo dobra stronka.