Niespełna tygodniowy pobyt na działce na Mazurach sprawił mi wiele radości. Pomimo że od dobrych kilkunastu lat jeżdżę na tę działkę i miałem już w swym życiu etap zwątpienia i znużenia tym stanem rzeczy, teraz odżył we mnie zapał i radość z posiadania takowego skrawka gleby nad Śniardwami. Mazury są zdecydowanie jednym z najpiękniejszych miejsc w Polsce, jak również na świecie, któegom co prawda całego nie obieżył, ale i tak zdania mego trzymał się będę jak brzytwy. Pobyt nad jeziorem zawsze jest bogaty w atrakcje i doznania. Atrakcjami w ciągu tego tygodnia były kąpiele w toni jeziornej, która zrazu upstrzona była zielonymi kropki planktonu, by w końcu przeistoczyć się po jednorazowych opadach deszczu w lustro klarowne i czyste, przez które dno kamienisto-aluminiowe (z racji odwiedzin niefrasobliwych turystów z okolic Kurpi, jak tuszę) widać było jak na dłoni. Kolejnymi atrakcjami były spływ kajakowy po Krutyni (jakem dotychczas nigdy nie spływał kajakiem, tak teraz miłośnikiem stałem się wielkim), wycieczki rekreacyjne łodzią wiosłową po zatoczce śniardweńskiej oraz grillowanie, czytanie literatury na hamaku a także oddawanie się prozdrowotnemu kąsaniu przez komary. Ku chwale nauki sprawdzałem również tezę, że komary nie kąsają tak dotkliwie, kiedy człowiek spożyje pewną ilość piwa, jednak jedynym wnioskiem, do jakiego doszedłem, był ten, że po spożyciu pewnej ilości piwa kąsanie komarów przestaje być tak uciążliwe, aż do następnego poranka.
Co do literatury - odniosłem zasadniczą porażkę. Zmógł mnie mianowicie Ulisses. Po przeczytaniu ze sporym trudem około czterdziestu stron, zaniechałem go. Powrócę jednak na ten szaniec z posiłkami w postaci repety historii Wielkiej Brytanii, kiedy mi na to starczy zapału. Zamiast Ulissesa zacząłem zżerać Trylogię, od Ogniem i Mieczem począwszy. Sienkiewicz stał się moim przyjacielem i kompanem i razem przemierzamy ukrainne stepy, podczas przemierzania tramwajem Warszawy, jak dnia dzisiejszego, na przykład. A Warszawa mnie od razu wkurwiła przez niemożność załatwienia spraw, które do załatwienia w dniu dzisiejszym były zaplanowane. Trudno. Załatwię je jutro. Życzę sobie dobrej pogody, zarówno za oknem, jak i ducha. Bo tej ostatniej mi dzisiaj zbrakło w walce z przeciwnościami losu na mieście.
Co do literatury - odniosłem zasadniczą porażkę. Zmógł mnie mianowicie Ulisses. Po przeczytaniu ze sporym trudem około czterdziestu stron, zaniechałem go. Powrócę jednak na ten szaniec z posiłkami w postaci repety historii Wielkiej Brytanii, kiedy mi na to starczy zapału. Zamiast Ulissesa zacząłem zżerać Trylogię, od Ogniem i Mieczem począwszy. Sienkiewicz stał się moim przyjacielem i kompanem i razem przemierzamy ukrainne stepy, podczas przemierzania tramwajem Warszawy, jak dnia dzisiejszego, na przykład. A Warszawa mnie od razu wkurwiła przez niemożność załatwienia spraw, które do załatwienia w dniu dzisiejszym były zaplanowane. Trudno. Załatwię je jutro. Życzę sobie dobrej pogody, zarówno za oknem, jak i ducha. Bo tej ostatniej mi dzisiaj zbrakło w walce z przeciwnościami losu na mieście.
1 komentarz:
A ja nam życzę dobrej pogody przez najbliższe 2 tygodnie, bowiem przesiadywanie pod pokładem gdy na dworze gdy deszcz i zawierucha, to zdecydowanie nie jest to, o co nam chodzi na Mazurach, nieprawdaż mój Literacki Mężczyzno?
Prześlij komentarz