czwartek, 9 lipca 2009

20

Wczoraj na dobre dopadła mnie starość. Zakończenie etapu nastoletniości przypieczętowałem położeniem się spać o godzinie dwudziestej, bo kiedy sobie uświadomiłem fakt, że żyję już lat dwadzieścia, strasznie mnie to zmęczyło. A poza tym, to dzień jak co dzień. Od 6.30 w radiu, po drodze w tamtą stronę udało mi się nie zmoknąć (a jechałem na rowerze), ale w drodze powrotnej już mi się to nie udało. To pewnie spadek formy wynikający ze starości. Potem znowu pojechałem do radia, aby posłuchać audycji o biedronkach (wiem, że żeby posłuchać audycji nie trzeba jeździć do radia, ale ja chciałem jej posłuchać i na nią popatrzeć). Na koniec dnia spożyłem z rodzinką smakowity obiad w meksykańskiej restauracji, a na zupełny już koniec poczyniłem ustalenia odnośnie nadchodzącej soboty, kiedy to wejście w stan nienastoletniości zostanie oficjalnie udokumentowane w kronikach mojej wątroby. Literatura się piętrzy na moich półkach. Ostatnio bowiem popadłem w dziwny nałóg. Zawsze, kiedy jestem choć trochę wstawiony, idę do księgarni i wybieram sobie jakąś nową książkę. W ten sposób właśnie nabyłem ostatnio "Kodeks Karny" oraz "Sto lat samotności". Pierwej jednak mam do dokończenia "Paragraf 22" Hellera, "Ruchy" Sławomira Shuty, jak również do przeczytania od początku "Ulyssesa" Joyce'a, Trylogię Sienkiewicza oraz Marqueza właśnie. KK wplotę gdzieś w międzyczas, bo to bardziej przygotowanie do życia na II roku studiów jednolitych magisterskich kierunku: prawo; stacjonarnych, dziennych Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego w Warszawie niż lektura wakacyjna, niemniej jednak na pewno będzie ciekawy i spełni moje oczekiwania.

A teraz, korzystając z tego, że się obudziłem, poczytam sobie nieco, a następnie zjem jakieś śniadanie, bo każdy poważny, dorosły człowiek powinien jeść śniadanie. Tak uważam.

P.S.
Telefon mi się zepsuł i jest w naprawie. W jego zastępstwie używam telefonu mojej Mamusi, na którym jednak ciężko się pisze SMSy, więc gdyby ktoś chciał się ze mną skontaktować, to raczej zalecam dzwonienie.

P.P.S.
Dziękuję także za wszystkie życzenia. :) Jestem nimi dogłębnie poruszony.

Brak komentarzy: