środa, 14 listopada 2007

Kurwa

Dzień chujowy. Dzień kurewski. Dzień, którego powinno, kurwa, nie być.
Aż mi się nie chce pisać na ten temat...

Rozdrażnienie wzrastające od samego rana, przeradzające się na moment w znudzoną apatię, a w końcu osiągające punkt kulminacyjny. To taki stan, w którym jestem tak na wszystko wkurwiony, że aż zaczyna mi być z tym dobrze. Nie chcę, żeby mi przeszło. Zupełny mrok. Nic, tylko wbić komuś kły w tętnicę.

Niekiedy taka złość przychodzi bez powodu.
Teraz - sam nie wiem.
Wiem, dlaczego się rozwijała - historia, polski, matma, żeby w końcu spaść do poziomu zupełnej rezygnacji. Potem bibliotekarka wypominająca że nie oddałem Nad Niemnem od zeszłego roku. Już zaczynałem się rzucać. Potem zapierdalanie na miarę możliwości poloneza. A teraz, kurwa, dom. I nauka.

Mam tego dosyć.
Pierdolę.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

no, ale do domu tak zapierdalałeś, kurwa? żeby się, kurwa, uczyć?
o kurwa... źle z Tobą
buźźź

Pasqui pisze...

oj kot...

Anonimowy pisze...

Krzysiu, nie mów brzydko. Nie wolno. Fuj!