Dzień chujowy. Dzień kurewski. Dzień, którego powinno, kurwa, nie być.
Aż mi się nie chce pisać na ten temat...
Rozdrażnienie wzrastające od samego rana, przeradzające się na moment w znudzoną apatię, a w końcu osiągające punkt kulminacyjny. To taki stan, w którym jestem tak na wszystko wkurwiony, że aż zaczyna mi być z tym dobrze. Nie chcę, żeby mi przeszło. Zupełny mrok. Nic, tylko wbić komuś kły w tętnicę.
Niekiedy taka złość przychodzi bez powodu.
Teraz - sam nie wiem.
Wiem, dlaczego się rozwijała - historia, polski, matma, żeby w końcu spaść do poziomu zupełnej rezygnacji. Potem bibliotekarka wypominająca że nie oddałem Nad Niemnem od zeszłego roku. Już zaczynałem się rzucać. Potem zapierdalanie na miarę możliwości poloneza. A teraz, kurwa, dom. I nauka.
Mam tego dosyć.
Pierdolę.
Niekiedy taka złość przychodzi bez powodu.
Teraz - sam nie wiem.
Wiem, dlaczego się rozwijała - historia, polski, matma, żeby w końcu spaść do poziomu zupełnej rezygnacji. Potem bibliotekarka wypominająca że nie oddałem Nad Niemnem od zeszłego roku. Już zaczynałem się rzucać. Potem zapierdalanie na miarę możliwości poloneza. A teraz, kurwa, dom. I nauka.
Mam tego dosyć.
Pierdolę.
3 komentarze:
no, ale do domu tak zapierdalałeś, kurwa? żeby się, kurwa, uczyć?
o kurwa... źle z Tobą
buźźź
oj kot...
Krzysiu, nie mów brzydko. Nie wolno. Fuj!
Prześlij komentarz