niedziela, 18 sierpnia 2013

Ewolucja

Krzysztof. Od tego wypadałoby zacząć. Dumny przedstawiciel rocznika 1989, z gwiazd układu - Rak, z genów krzyżówki - zielonooki blondyn (ciemny), z okoliczności zbiegu szczęśliwego (bo ciężką pracą się przecież nie ośmieszę) - student prawa. Wieloletni miłośnik słowa i zabawy nim. Od dziecięcych lat fraszki pisałem urokliwe. Zapalony, płonący wręcz żeglarz i rowerzysta. Miłośnik kina krwawo absurdalnego (Tarantino), muzyki rockowej dawnej (choćby i epickiej), literatury pięknej, byle piękną była, takoż kobiet urodnych i wina dojrzałego. Leniwy z urzędu, kreatywny w weny przypływach, towarzyski na większości płaszczyzn. Uważam, że z mojego pisania coś może być dobrego, potrzeba mi tylko dobrego tematu, dobrego nastroju i dobrej herbaty. Przepadam za zieloną, na przykład z jaśminem. Życie w bloga zamykam, bo na księgi lasów szkoda, a życie to znowu tak ciekawe, żeby dąb marnować, nie jest.

Po pierwsze, pretensjonalność i egzaltacja licealnego rozczochrańca z zaawansowanym gołoborzem na pysku tak potwornie bije w oczy z tego opisu, że gdybym miał skonstatować to popularnym internetowym pacnięciem się w papę, to cały proces zakończyłby się pracowitym dyżurem zespołu chirurgów i ortopedów, czego w swym dobrym wychowaniu i niezrozumiałej życzliwości dla ludzi obcych chciałbym uniknąć.

Nie ulega wszakże wątpliwości, że niektóre elementy tego zadufanego bełkotu, sporządzonego, myślę, gdzieś pomiędzy 2008 a 2010 rokiem, pozostają prawdziwe po dziś dzień, w którym starcza nostalgia przywiodła mnie na powrót na zapomniany ugór NeoNonsensu.

Krzysztof. Od tego wypadałoby zacząć. Dumny przedstawiciel rocznika 1989, z gwiazd układu - Rak, z genów krzyżówki - zielonooki blondyn (ciemny), z okoliczności zbiegu szczęśliwego (bo ciężką pracą się przecież nie ośmieszę) - student prawa. Równie szczęśliwym zbiegiem okoliczności udało mi się, niewiele ponad dwa miesiące temu, utracić status studenta tejże poszanowania godnej dziedziny wiedzy i życia, jaką jest prawo. Dzierżę dyplom dumnie, jakkolwiek ostrożnie, żeby się nie pogniótł. Jeden odpis dałem rodzicom w antyramie z Tesco, drugi trzymam na półce z książkami i magazynem Alkohole, a sam dyplom skserowałem i zaniosłem do Samorządu Zawodowego, żeby sobie na mnie popatrzyli, zanim pognębią mnie egzaminem wstępnym, terminem nadchodzącym, niezwykle posępnym.

Wieloletni miłośnik słowa i zabawy nim. Odkąd dowiedziałem się, że słowa potrafią ranić, jak miecze, polubiłem posługiwanie się nimi jeszcze bardziej. Okazuje się jednak, że potrafią być to miecze obosieczne, które w dziwnych momentach potrafią zawieść, a na domiar wszystkiego jeszcze płaską stroną zajebać w potylicę, ot, dla hecy. Wczoraj na wieczornym spacerze z psem napotkałem dwoje uroczych dziewcząt, których obecność wyraźnie Hejkę! cieszyła, bo łasiła się niezwykle i robiła helikopter tym, co miała do dyspozycji. Zagaiłem więc grzecznie spostrzeżeniem, że chyba Was (je) polubiła. Uwaga ta dała początek wymianie życzliwych uśmiechów i odpowiedzi, że chyba rzeczywiście tak jest (było). Zawiązany dialog prosił się wręcz o kontynuację, wobec czego właściciel Hejki postanowił odstrzelić Szerloka, stawiając hipotezę opartą na tożsamości genderowej zaangażowanych w zajście podmiotów. Odcinając się od tej osoby przytaczam efekt jej intelektualnego wysiłku, który stanowiła wypowiedziana tonem eksperta riposta: "W sumie nic dziwnego; to też suczka". 

[']

Zapalony, płonący wręcz żeglarz i rowerzysta. W tym roku nie doszło do zajść żeglarskich na Mazurach z moim udziałem. Jak mi uświadomiono, zdarzyło się to po raz pierwszy od lat siedmiu, co stanowi dość przykry incydent na ładnie prezentującej się osi czasu. Nie przesądzając jeszcze, że nie uda się wsiąść na łajbę w tym roku, nim strumienie i akweny skuje lód, należy zaznaczyć, że lądowość tegoroczna była wyborem, bardziej niż przypadkiem, jako że Mazury, pięknymi będąc i magicznymi, bywają też kapryśne pogodowo, a wraz z M. postanowiliśmy w tym roku zaznać ciepła i słodyczy słonecznych dni na piasku, najlepiej złotym. Stąd też wybraliśmy Bułgarię. Ostatecznie, chyba nie było warto. Rower zaś stoi na balkonie i trochę zajmuje miejsce. Czasami popedałuję na nim, ale trochę za rzadko. Dziś przeleciałem się na Veturilo, które wybrałem miast oczekiwania na autobus w sytuacji konieczności powrotu w ciągu 20 minut, pozostałych do zamknięcia, przez Wisłę do sklepu, w którym w roztargnieniu zostawiłem portfel. Udało się.

Miłośnik kina krwawo absurdalnego (Tarantino), muzyki rockowej dawnej (choćby i epickiej), literatury pięknej, byle piękną była, takoż kobiet urodnych i wina dojrzałego. Tarantino ciągle rządzi, nie ma z czym się tu spierać. Django Unchained stanowiło kawał znakomitej rozrywki, lepszej chyba nawet od Inglorious Basterds. Nie wiem co na to filmweb? O, proszę. Też się zgadza (8.4 do 7.9). Z muzyki, to już właściwie wyłącznie został mi glam rock, hair metal, czy jakkolwiek by nazwać popiskujących panów z niewyobrażalnymi piórami, tworzących niewybitne, ale potwornie zajebiste piosenki. Panowie ci pomogli mi również przenieść moją relację z M. na wyższy poziom, o czym kiedy indziej. Zasadniczo lubię pudel-metal. Wina za to nie. Tylko piwo i whisky. I cytrynówkę lubelską.

Leniwy z urzędu, kreatywny w weny przypływach, towarzyski na większości płaszczyzn. No tak. To pierwsze można empirycznie sprawdzić po ilości wpisów na liście archiwum niniejszego bloga. Tak to działa, mniej więcej, również w pozostałych sferach życia. Kreatywność chyba najmocniej przejawia się w niniejszym momencie, jak również przy okazji komponowania rozmaitych utworów muzycznych z gatunku occasional adult contemporary, które komponuję w samotności lub wraz z Adamusem, a niekiedy również z Jakubem, który wszakże jest trochę nieśmiały i woli nie partycypować w produkcji. Jeśli chodzi o towarzyskość, to nie narzekam, za wyjątkiem sytuacji, w których niefortunny dobór słów zakłóca mi komunikację (patrz punkt "Wieloletni miłośnik słowa i zabawy nim).

Uważam, że z mojego pisania coś może być dobrego, potrzeba mi tylko dobrego tematu, dobrego nastroju i dobrej herbaty. Przepadam za zieloną, na przykład z jaśminem. Życie w bloga zamykam, bo na księgi lasów szkoda, a życie to znowu tak ciekawe, żeby dąb marnować, nie jest. Cóż.

Zobaczymy, czy tym razem uda się utrzymać konsekwencję w publikowaniu wpisów.

Dobrej nocy i dobrych wiadomości.

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

"napotkałem dwoje uroczych dziewcząt"- hę?
a poza tym dobrze się czyta ;)
aniap30

Krzysztof pisze...

Hej, Aniu! :) Miło Cię widzieć.

Napisałem tak odruchowo, a po Twoim komentarzu postanowiłem sprawdzić. No i wyszło, że dobrze, zgodnie z tym linkiem. Jesteś innego zdania? :)

Anonimowy pisze...

nie, nie, zadziwiła mnie ta archaiczna forma, milordzie ;)

a tak poza tym, także Ciebie miło widzieć :) i gratuluję tego dyplomu!

aniap30

Krzysztof pisze...

Ach, rozumiem. :) No cóż, zawsze było mi po drodze z archaizmami. Dziękuję. Jeszcze jedno duże halo przede mną. Będę pisał.

Hades pisze...

No wiedziałam, że czasem wrócisz! ^^
(tak, forma specjalnie niedoborowa)

P.S.
... że nie wspomnę kiedy odkryłam ten "powrót".
Jak to było "Leniwy z urzędu", tak?