poniedziałek, 19 grudnia 2011

Opowiadanie (zarodek)


Przechylił szklankę tak, że ostatnie krople płynu, zawisnąwszy na moment na lekko wyszczerbionej krawędzi, pobłyskując w promieniach przydymionego światła lokalu spłynęły na świeżo wypolerowany blat. –  Daj mi jeszcze jedną - poprosił barmana, nonszalancko wypluwając słowa lepkie jak pańska skórka, znaleziona w kieszeni spodni w dwa dni po Wszystkich Świętych. – Która to już dzisiaj? – zapytał stojący za kontuarem mężczyzna. – Czuję że niedługo będę musiał zapobiegawczo poprosić cię o adres, póki jeszcze będziesz go pamiętał. Kuba wyciągnął z kieszeni marynarki skórzany portfel i podał barmanowi dowód osobisty i świeżą pięćdziesięciozłotówkę. – Zawsze ceniłem sobie zapobiegawczość. Zapobiegliwość. Jeszcze jedną, poproszę – powtórzył, opierając głowę na kontuarze. Uśmiechając się niczym pobłażliwy Anioł Stróż, barman przyjął podarek i nalał do świeżo przetartego szkła trochę ponad 40ml złocistego rozluźniacza mięśni i myśli, po czym podał go smakoszowi czwartkowego wieczoru, który kontemplował słoje lub, być może, drzemał z nosem rozpłaszczonym chciwie na lakierowanym drewnie, w które wsiąkło więcej alkoholu niż ktokolwiek mógłby zliczyć. Niekoniecznie wypić. Doświadczenie uczy, że umiejętności rachmistrzowskie bardzo szybko ustępują pola zdolnościom absorpcyjnym. 

Gość podziękował barmanowi dyskretną zmianą pozycji, wyciągnąwszy rękę po napełniona szklankę, po czym powolnie, ociężale podniósłszy głowę i pociągnąwszy dyskretny łyk z przymkniętymi oczami, kryjącymi lekko rozmyty, wieczorno-alkoholowy wzrok. Wyspiarski odpowiednik krajowej siwuchy, już pełnoletni, przebojem przebił się przez gardło jakubowe, pozostawiając dymny posmak i uczucie przyjemnego ciepła rozchodzące się od klatki piersiowej aż po koniuszki palców (zarówno nożnych, jak i ręcznych). Kuba mętnie rozejrzał się po okolicy. Pub, wypełniony przejmującym brakiem papierosowego dymu i kilkorgiem klientów, rozbitych na niewielkie grupki po jedynej sali, cieszył oko widokiem ciemnobrązowej boazerii, lustrzanej ściany za barem z plejadą różnobarwnie etykietowanych butelek i delikatnym, nastrojowym, żółtawym światłem, którego przyjemny klimat psuła jedynie świadomość, że pochodzi z energooszczędnej żarówki OSRAM, prawdopodobnie nabytej w nieodległym Media Markt. Do uszu, zlokalizowanych gdzieś po bokach rozkołysanej szkocką głowy Jakuba, dobiegał nienachalny bebop, prawdopodobnie Davis, ustawiony   z godnym podziwu wyczuciem na odpowiednim dla tego rodzaju miejsca poziomie głośności. Kuba lubił ten lokal, odkąd poznał go kilka miesięcy temu. Lubił wpaść tu co jakiś czas, a właściwie – regularnie, przynajmniej raz w tygodniu, niekiedy ze znajomymi, lecz przeważnie sam, wypić szklaneczkę lub siedem i pozwolić wydarzeniom następować po sobie swobodnie, bez jego udziału. Zasiadając przy barze wrzucał bieg jałowy, naciskał guzik autopilota, pozwalał nieść się nurtowi, zdejmował nogi z pedałów, zjeżdżając ze wzniesienia. Swobodny bieg wydarzeń zaprowadził go już w wiele różnych miejsc. Byłem na wsi, byłem w mieście, byłem nawet w Budapeszcie – pomyślał Kuba, decydując się na ostateczne rozwiązanie kwestii krawata, który powędrował do stojącej pod barowym krzesłem aktówki. Wszystko chuj – podsumował bliżej nieokreśloną sytuację słowami swojego imiennika, kiedy wyprostował się i kolejny raz zamoczył usta w znajomym trunku.

Zbliżała się godzina dwudziesta trzecia. Przez pubiszcze przewinęło się kilka grupek studentów lub licealistów, Kuba nie potrafił ich rozróżnić. Będąc zupełnie szczerym, nie potrafiłby również odróżnić ich od gimnazjalistów. Młodzież w dzisiejszych czasach wygląda identycznie, niezależnie od wieku. Grzywki á la Justin Bieber, jarzeniowe sneakersy na nogach, gumiaste zegarki na przegubach, telewizory od Ray-Bana na facjatach. Starszy czy młodszy, chłopak czy dziewczyna. Żeby chociaż dało się rozpoznać dziewczęta po rozmiarze biustu. To nie. Rzeczywistość jest zwodnicza – pomyślał Jakub, a możliwe, że wcale nie pomyślał, z racji częściowego upojenia, choć mógłby, z racji całkiem przyzwoitego wyniku w testach inteligencji.

W pewnym momencie, Kuba nawet nie zauważył kiedy, na krześle obok usiadł młody mężczyzna. Typ, który nie wyróżniałby się z tłumu, gdyby znajdował się w tłumie. Pub jednak nie był zatłoczony, wobec czego Jakub obdarzył sąsiada nieco większą uwagą. Ubrany był schludnie; czarny, bawełniany sweter z golfem, w końcu jesień, sztruksowa marynarka, okulary w drogiej lub półdrogiej oprawce. Trochę zmierzwiona fryzura. Jeansy i półbuty. Przy Kubie prezentował się jednak dość miernie. Wszystko wypada miernie przy drogich garniturach. Szczególnie brak drogich garniturów. Parsknął, rozbawiony swoim wykwintnym żartem. Obiekt obserwacji wyraźnie stropił się w reakcji na to i chwyciwszy smukłą szklankę pszenicznego piwa wstał, aby przenieść się w inny zakątek lokalu. Przepraszam pana bardzo – zatrzymał go Jakub – proszę mi wybaczyć. Zdaje się, że odniósł pan wrażenie, że śmieję się z Pana. To zupełnie nie tak. Cóż, to niezupełnie tak – zamotał się – Proszę usiąść, bardzo proszę. Życzy pan sobie fistaszków? Podsunął sąsiadowi miskę z orzeszkami, którymi przegryzał whisky. Gość niepewnie wrócił na miejsce, podziękował za przekąskę i odparł: Rzeczywiście odniosłem takie wrażenie. – Proszę uwierzyć, nie chciałem Pana urazić. To przez ten wieczór, alkohol, fakt, że jestem moim jedynym partnerem do rozmowy… Wie pan jak to jest. Należę do osób, które naprawdę potrafią docenić mój dowcip. Gość uśmiechnął się. – Rozumiem. Wygląda na to, że jest nas dwóch. Ja również doskonale się ze sobą dogaduję. Darek – przedstawił się. – Kuba – odpowiedział Kuba, ściskając wyciągniętą dłoń. – W takim razie powinniśmy się postarać jeszcze o to, żeby udało nam się dogadać wzajemnie, bez takich niezręczności – niezręcznie sformułował myśl. – W tym celu będzie pan musiał troszeczkę podgonić ze spożyciem, bo nie ma co ukrywać, jestem dobrych kilka okrążeń przed panem. – Darek – przypomniał Darek (Darek, rzeczywiście – potwierdził Kuba) – I bez obaw. Noc jeszcze dość młoda, zdążymy się zrównać. – W takim razie, na zdrowie – w tradycyjny sposób zażartował Kuba, delikatnie stukając swoim szkłem w szklankę Darka. – Proszę mi powiedzieć – powiedział Darek – bo przyznam, że rzadko mi się to przydarza ostatnimi czasy, w jaki sposób nawiązuje się obecnie konwersację z przypadkowo napotkaną w barze osobą? Jakub uśmiechnął się. – Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Mimo że bywam tu dość często, dotąd nie zdarzyło mi się zaangażować w rozmowę z kim innym niż barman – ruchem głowy wskazał na krótko ostrzyżonego mężczyznę za kontuarem.  – Zresztą, nie należę do tych osób, które przychodzą do pubu zawiązywać nowe znajomości. – W takim razie czego szukasz, przychodząc tu wieczorami? – zapytał Darek. Kuba westchnął. – Siadam tu, albo tam, właściwie gdziekolwiek jest wolne miejsce (nie jest tak pięknie, żebym miał stałe krzesło w tym lokalu, choć myślę, że jestem na dobrej drodze – zaśmiał się) i, wydaje mi się, zanurzam się w głąb siebie. Za sondę badawczą zwykle służy mi ta oto, stara przyjaciółka – podniósł szklankę i zakołysał płynem, który błysnął wesoło, załamując słabe światło. Westchnął ponownie. – Mam nadzieję że wybaczysz mi pretensjonalność. Darek uśmiechnął się pod wąsem. – Barowe rozmowy muszą zawierać w sobie jakiś pierwiastek pretensjonalności. Bez niego byłaby to rozmowa jak każda inna.

6 komentarzy:

Adam Klimowski pisze...

Kiedy zarodek stanie się płodem? Czekam dalszego ciągu.

Anonimowy pisze...

Mr. Gugu & Miss Go, młoda marka odzieży streetwear’owej, już niedługo zaprezentuje same nowości! Po rewelacyjnej sesji zdjęciowej na stronie http://www.mrgugu.pl/ pojawią się m.in. zupełnie nowe koszulki! Zapraszamy do odwiedzania, oglądania i wybierania czegoś dla siebie 
http://www.mrgugu.pl/

Nashi pisze...

Masz ciekawy... sposób patrzenia na świat... fascynujące. Na pewno częściej tu zajrzę ;)

Pozdrawiam :)

Gry Na Pieniądze Bez Depozytu pisze...

Świetne opowiadanie! Kiedy ciąg dalszy? :D

Danielka kreft pisze...

Hmmm....ciekawe pióro Ci powiem...prawie zrozumiałam o co chodzi;]

DarmoweGryHotspot pisze...

Lubię to!!:D