Przechylił szklankę tak, że
ostatnie krople płynu, zawisnąwszy na moment na lekko wyszczerbionej krawędzi,
pobłyskując w promieniach przydymionego światła lokalu spłynęły na świeżo
wypolerowany blat. – Daj mi jeszcze
jedną - poprosił barmana, nonszalancko wypluwając słowa lepkie jak pańska
skórka, znaleziona w kieszeni spodni w dwa dni po Wszystkich Świętych. – Która
to już dzisiaj? – zapytał stojący za kontuarem mężczyzna. – Czuję że niedługo
będę musiał zapobiegawczo poprosić cię o adres, póki jeszcze będziesz go
pamiętał. Kuba wyciągnął z kieszeni marynarki skórzany portfel i podał
barmanowi dowód osobisty i świeżą pięćdziesięciozłotówkę. – Zawsze ceniłem
sobie zapobiegawczość. Zapobiegliwość. Jeszcze jedną, poproszę – powtórzył,
opierając głowę na kontuarze. Uśmiechając się niczym pobłażliwy Anioł Stróż,
barman przyjął podarek i nalał do świeżo przetartego szkła trochę ponad 40ml
złocistego rozluźniacza mięśni i myśli, po czym podał go smakoszowi
czwartkowego wieczoru, który kontemplował słoje lub, być może, drzemał z nosem
rozpłaszczonym chciwie na lakierowanym drewnie, w które wsiąkło więcej alkoholu
niż ktokolwiek mógłby zliczyć. Niekoniecznie wypić. Doświadczenie uczy, że
umiejętności rachmistrzowskie bardzo szybko ustępują pola zdolnościom absorpcyjnym.
Gość podziękował barmanowi
dyskretną zmianą pozycji, wyciągnąwszy rękę po napełniona szklankę, po czym
powolnie, ociężale podniósłszy głowę i pociągnąwszy dyskretny łyk z
przymkniętymi oczami, kryjącymi lekko rozmyty, wieczorno-alkoholowy wzrok. Wyspiarski
odpowiednik krajowej siwuchy, już pełnoletni, przebojem przebił się przez
gardło jakubowe, pozostawiając dymny posmak i uczucie przyjemnego ciepła
rozchodzące się od klatki piersiowej aż po koniuszki palców (zarówno nożnych,
jak i ręcznych). Kuba mętnie rozejrzał się po okolicy. Pub, wypełniony
przejmującym brakiem papierosowego dymu i kilkorgiem klientów, rozbitych na
niewielkie grupki po jedynej sali, cieszył oko widokiem ciemnobrązowej
boazerii, lustrzanej ściany za barem z plejadą różnobarwnie etykietowanych
butelek i delikatnym, nastrojowym, żółtawym światłem, którego przyjemny klimat
psuła jedynie świadomość, że pochodzi z energooszczędnej żarówki OSRAM,
prawdopodobnie nabytej w nieodległym Media Markt. Do uszu, zlokalizowanych gdzieś
po bokach rozkołysanej szkocką głowy Jakuba, dobiegał nienachalny bebop,
prawdopodobnie Davis, ustawiony z godnym podziwu wyczuciem na
odpowiednim dla tego rodzaju miejsca poziomie głośności. Kuba lubił ten lokal,
odkąd poznał go kilka miesięcy temu. Lubił wpaść tu co jakiś czas, a właściwie
– regularnie, przynajmniej raz w tygodniu, niekiedy ze znajomymi, lecz
przeważnie sam, wypić szklaneczkę lub siedem i pozwolić wydarzeniom następować
po sobie swobodnie, bez jego udziału. Zasiadając przy barze wrzucał bieg jałowy,
naciskał guzik autopilota, pozwalał nieść się nurtowi, zdejmował nogi z
pedałów, zjeżdżając ze wzniesienia. Swobodny bieg wydarzeń zaprowadził go już w
wiele różnych miejsc. Byłem na wsi, byłem w mieście, byłem nawet w Budapeszcie
– pomyślał Kuba, decydując się na ostateczne rozwiązanie kwestii krawata, który
powędrował do stojącej pod barowym krzesłem aktówki. Wszystko chuj – podsumował
bliżej nieokreśloną sytuację słowami swojego imiennika, kiedy wyprostował się i
kolejny raz zamoczył usta w znajomym trunku.
Zbliżała się godzina dwudziesta
trzecia. Przez pubiszcze przewinęło się kilka grupek studentów lub licealistów,
Kuba nie potrafił ich rozróżnić. Będąc zupełnie szczerym, nie potrafiłby
również odróżnić ich od gimnazjalistów. Młodzież w dzisiejszych czasach wygląda
identycznie, niezależnie od wieku. Grzywki á la Justin Bieber, jarzeniowe
sneakersy na nogach, gumiaste zegarki na przegubach, telewizory od Ray-Bana na
facjatach. Starszy czy młodszy, chłopak czy dziewczyna. Żeby chociaż dało się rozpoznać
dziewczęta po rozmiarze biustu. To nie. Rzeczywistość jest zwodnicza – pomyślał
Jakub, a możliwe, że wcale nie pomyślał, z racji częściowego upojenia, choć
mógłby, z racji całkiem przyzwoitego wyniku w testach inteligencji.
W pewnym momencie, Kuba nawet nie
zauważył kiedy, na krześle obok usiadł młody mężczyzna. Typ, który nie
wyróżniałby się z tłumu, gdyby znajdował się w tłumie. Pub jednak nie był
zatłoczony, wobec czego Jakub obdarzył sąsiada nieco większą uwagą. Ubrany był
schludnie; czarny, bawełniany sweter z golfem, w końcu jesień, sztruksowa
marynarka, okulary w drogiej lub półdrogiej oprawce. Trochę zmierzwiona
fryzura. Jeansy i półbuty. Przy Kubie prezentował się jednak dość miernie.
Wszystko wypada miernie przy drogich garniturach. Szczególnie brak drogich
garniturów. Parsknął, rozbawiony swoim wykwintnym żartem. Obiekt obserwacji
wyraźnie stropił się w reakcji na to i chwyciwszy smukłą szklankę pszenicznego
piwa wstał, aby przenieść się w inny zakątek lokalu. Przepraszam pana bardzo – zatrzymał
go Jakub – proszę mi wybaczyć. Zdaje się, że odniósł pan wrażenie, że śmieję
się z Pana. To zupełnie nie tak. Cóż, to niezupełnie tak – zamotał się – Proszę
usiąść, bardzo proszę. Życzy pan sobie fistaszków? Podsunął sąsiadowi miskę z orzeszkami,
którymi przegryzał whisky. Gość niepewnie wrócił na miejsce, podziękował za
przekąskę i odparł: Rzeczywiście odniosłem takie wrażenie. – Proszę uwierzyć,
nie chciałem Pana urazić. To przez ten wieczór, alkohol, fakt, że jestem moim
jedynym partnerem do rozmowy… Wie pan jak to jest. Należę do osób, które
naprawdę potrafią docenić mój dowcip. Gość uśmiechnął się. – Rozumiem. Wygląda
na to, że jest nas dwóch. Ja również doskonale się ze sobą dogaduję. Darek –
przedstawił się. – Kuba – odpowiedział Kuba, ściskając wyciągniętą dłoń. – W
takim razie powinniśmy się postarać jeszcze o to, żeby udało nam się dogadać
wzajemnie, bez takich niezręczności – niezręcznie sformułował myśl. – W tym
celu będzie pan musiał troszeczkę podgonić ze spożyciem, bo nie ma co ukrywać,
jestem dobrych kilka okrążeń przed panem. – Darek – przypomniał Darek (Darek,
rzeczywiście – potwierdził Kuba) – I bez obaw. Noc jeszcze dość młoda, zdążymy
się zrównać. – W takim razie, na zdrowie – w tradycyjny sposób zażartował Kuba,
delikatnie stukając swoim szkłem w szklankę Darka. – Proszę mi powiedzieć –
powiedział Darek – bo przyznam, że rzadko mi się to przydarza ostatnimi czasy,
w jaki sposób nawiązuje się obecnie konwersację z przypadkowo napotkaną w barze
osobą? Jakub uśmiechnął się. – Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Mimo że
bywam tu dość często, dotąd nie zdarzyło mi się zaangażować w rozmowę z kim
innym niż barman – ruchem głowy wskazał na krótko ostrzyżonego mężczyznę za
kontuarem. – Zresztą, nie należę do tych
osób, które przychodzą do pubu zawiązywać nowe znajomości. – W takim razie
czego szukasz, przychodząc tu wieczorami? – zapytał Darek. Kuba westchnął. –
Siadam tu, albo tam, właściwie gdziekolwiek jest wolne miejsce (nie jest tak
pięknie, żebym miał stałe krzesło w tym lokalu, choć myślę, że jestem na dobrej
drodze – zaśmiał się) i, wydaje mi się, zanurzam się w głąb siebie. Za sondę
badawczą zwykle służy mi ta oto, stara przyjaciółka – podniósł szklankę i
zakołysał płynem, który błysnął wesoło, załamując słabe światło. Westchnął
ponownie. – Mam nadzieję że wybaczysz mi pretensjonalność. Darek uśmiechnął się
pod wąsem. – Barowe rozmowy muszą zawierać w sobie jakiś pierwiastek
pretensjonalności. Bez niego byłaby to rozmowa jak każda inna.
6 komentarzy:
Kiedy zarodek stanie się płodem? Czekam dalszego ciągu.
Mr. Gugu & Miss Go, młoda marka odzieży streetwear’owej, już niedługo zaprezentuje same nowości! Po rewelacyjnej sesji zdjęciowej na stronie http://www.mrgugu.pl/ pojawią się m.in. zupełnie nowe koszulki! Zapraszamy do odwiedzania, oglądania i wybierania czegoś dla siebie
http://www.mrgugu.pl/
Masz ciekawy... sposób patrzenia na świat... fascynujące. Na pewno częściej tu zajrzę ;)
Pozdrawiam :)
Świetne opowiadanie! Kiedy ciąg dalszy? :D
Hmmm....ciekawe pióro Ci powiem...prawie zrozumiałam o co chodzi;]
Lubię to!!:D
Prześlij komentarz