Słodkie dzieci z sąsiedztwa w beztroskiej tonąc zabawie
Nurzają się jak galiony w słonych wodach fal
Wśród śmiechów i krzyków, choć wieczór zapadł prawie,
Swą radość bez skazy niosą hen, w przestworzy dal
Ja zaś siedzę w pokoju, co okna ma na podwórze,
I wietrząc zaduch południa zgłębiam nauk czar
Jak się gnoje nie zamkną to w końcu się wkurzę
Zarżnę szczyli i usnę w ciszy stygnących ciał
10 komentarzy:
Dobre Krzysztof, widzę że zgraja dziatwy nie daje ci się skupić, też to czasami mam, jak pracę muszę zrobić, a takie hałasy z dworu idą, że też bym tak jak ty zrobił, gdybym tylko mógł, ale pięknie to ująłeś w słowa. Gratki
dobre spodobało mi się
są wakacje, biesy intensywniej drą mordy
zapraszam do czytania, obserwowania i komentowania mojego bloga http://jonnychemical69.blogspot.com/
Bardzo fajny wiersz, diametralna zmiana sytuacji. Super.
Such a cool blog here.
Indeed the child in you are carefree
fajny blog.
http://a-little-bit-psycho.blogspot.com/
polecam ;]
Thanks because of this valuable piece of writing. I undoubtedly enjoyed dealing with it
I like the poem...How I wish I could write something such as this.
I see talent here...and envy you much for that.
Prześlij komentarz