środa, 29 grudnia 2010

Frustra

Znajduję się pod presją. Pod dwoma presjami. Być może nawet pod trzema. Liczba presji, które na mnie leżą, jest dla mnie niemożliwa do pełnego poznania, gdyż, podobnie jak psy, nie umiem patrzeć w górę*. 

Pierwszą z większych presji, którą odczuwam, jest presja egzaminacyjna. Wiedziony mistycznym zmysłem centralnego planowania zarejestrowałem się na zerówkę u Dobrego Doktora, nie spostrzegłszy się w porę, a potem spostrzegłszy się, lecz nie poznawszy pełni konsekwencji swojego działania, że termin owej zerówki przypada na dziesiątego stycznia, który to termin znajduje się tuż za przysłowiowym Pasem. W związku z rosnącym naciskiem na mój centralny układ nerwowy, coraz częściej przysiadam nad podręcznikiem i coraz bardziej smutno mi, że tak rzadko nad nim przysiadam, a nawet gdy przysiadam, to co jakiś czas łapię się na myśleniu o skręcaniu mebli, restaurowaniu mebli, ustawianiu mebli, nabywaniu brakujących mebli lub poszukiwaniu tychże mebli.

Drugą potężną presją, jaką odczuwam, jest presja przeprowadzki i ścierające się nade mną interesy i wartości, których nie sposób pogodzić inaczej niż w drodze wyboru aksjologicznego i wyważania wartości. Zarysowują się proste zarzewia konfliktów:
  • przeprowadzka v. egzamin
    • zwiększa się liczba obowiązków domowych, zmniejsza się czas na przygotowania
  • egzamin v. Kobieta
    • ja się chcę przygotowywać w spokoju, po czemu warunki mam dogodne w domu rodzinnym
    • Kobieta pracuje w miejscu, do którego miliard bliżej ma z nowego mieszkania niźli z domu
      • z domu w ogóle w niewiele miejsc ma blisko
        • czuję się zobowiązany
  • spódnica v. spodnie
    • wygody mamusinej pieczy v. trudy samodzielnej egzystencji
      • co to kurwa jest żelazko?
Spraw do załatwienia w związku z przeprowadzką jest już, w ogólnym rozrachunku, bardzo niewiele. Jednak w oderwaniu od ogólnego paska postępu, rozpoczynającego się przy stanie surowym nieruchomości, wciąż pozostaje parę kwestii do załatwienia, m.in. doprowadzenie do porządku i zawieszenie starodawnego wieszaka na odzież, zmontowanie szafki na buty, odbiór i zawieszenie zasłon, ogarnięcie odpowiedniego żyrandola do skopanej oświetleniowo kuchni i zamontowanie go (chyba że pozostawi się tymczasowo zwisającą z kostki żarówę), wyczyszczenie chemiczne wanny, zamontowanie półki na przybory toaletowe przy wannie, nabycie resztek potrzebnych sprzętów, nie ma Interneta, przewiezienie całego instrumentarium, niezbędnego mi do godnego przeżywania interludiów w nauce (keyboard, saksofon i djembe przynajmniej) i pewnie jeszcze parę innych rzeczy. I jak tu się z tym wszystkim wyrobić, kiedy w międzyczasie jeszcze kolokwium z Unii (chyba oleję), a po egzaminie 10 stycznia - dwa kolejne, 24 i 27 stycznia? Może dramatyzuję, trudno mi powiedzieć. Brzmi to jednak, zwłaszcza jak się to umieści w jednym miejscu, jak sporo działań do podjęcia. A goszcząca mnie edukacyjna dupa, pomimo mych usilnych starań, wciąż nie jest tak płytka, jak być powinna.

Oto frustracja.

---
* nawiązanie do prześmiesznego filmu pt. Wysyp żywych trupów w reż. Edgara Wrighta

2 komentarze:

Ag Queen pisze...

Procrastinate now and panic later :).

Krzysztof pisze...

Good point, ma'am. ;)