wtorek, 2 marca 2010

Pleplanie

Ferie już dawno za nami. Były to dla mnie strasznie długie ferie, za długie ferie. Brak sesji zimowej był dla mnie faktem niepokojącym i podejrzanym. Trzy tygodnie ferii podobnie. I dlatego, kiedy wszyscy uczyli się do egzaminów - ja też się nieco uczyłem, kiedy zaś wszyscy odpoczywali po egzaminach - ja trochę już chciałem wrócić na uczelnię, bo laby od zajęć było mi za dużo. Tak to, drodzy państwo, własnie wyglądało.

Teraz siedzę sobie w BUWie i przygotowuję się do jutrzejszego kolokwium z prawa cywilnego. Męczy mnie już czytanie podręcznika prof. Radwańskiego, ponieważ wszystko to czytałem już kilka razy, i może niewiele z tego pamiętam, jednak wzrokowo wiem, że już tam byłem, i zapał do nauki mnie opuszcza. Dlatego też prawdopodobnie spieprzę coś strasznie prostego i wyjdę przed sobą na wała (przed ćwiczeniowcem może mniej, bo obcowanie z większymi wałami ode mnie wpływa łagodząco na jego postrzeganie mojego wałostwa). Poczytam jednak jeszcze dokładnie Kodeks Cywilny, bo nic tak nie pozwala zrozumieć prawa, jak akt normatywny, czytany ze skupieniem, zrozumieniem i z pewnym zapleczem teoretycznym, umieszczonym w potylicy.

Skończę już chyba prawienie tych truizmów i pozwolę sobie na trochę relaksu przy lekturze "Alicji w Krainie Czarów". W środę idę na film Burtona, chciałbym więc do tego czasu zorientować się z czym będę miał do czynienia, bo dotychczas książki nie czytałem. Okazała się jednak, do momentu, do którego w niej zabrnąłem od wczoraj do tej pory, być bardzo przyjemną lekturą.

1 komentarz:

Pan Marek pisze...

Mnie w Alicji zawsze zachwycało, że tak psychodeliczna i porypana powieść jest uznawana za wzór baśni dziecięcych. A potem wyrastają na jej podstawie takie Marki jak ja.