środa, 31 stycznia 2007

Zwierzenia Młodego Kalmara

Otóż dzisiaj się obudziłem. Lecz nie było to słodkie przebudzenie na kwiecistej łące, ani rozkoszne przebudzenie na łonie kochanki, ni też pobudka wojskową trąbką w ucho, najder mamusine "Krzysiu, czas do szkółki!". Nie nie nie. Było to zupełnie coś innego. Obudziłem się bowiem leżąc w gotyckiej kałuży krwi (the pool of blood). No, nieco podkoloryzowałem, przyznaję. Krwawił mi kinol.
Kapało z niego. Na śliczną poduszeczkę w chmurki, tęczę i latające ptaszki. Zakrzyknąłem więc "noszkura!" i wybiegłem na bosaka (bosak - długi drąg zakończony haczykiem) do łazienki, i ulokowałem ww. kinol pod strumieniem zimnej wody. Po chwili była to zimna i czerwonawa woda, a umywalka pokryła się rzęsistymi plamkami posoki. Wkurzyło mnie to niezmiernie, gdyż oznaczało to ni mniej, ni więcej, jak to, że będę musiał to poumywać. Zaczerpnąłem więc tchu, zatkałem kinola, opłukałem resztki krwi z twarzy i zapakowałem w nozdrze wacik kosmetyczny, uprzednio złożony na ćwierci. Tym sposobem nabrałem wyglądu skończonego kretyna, niemniej jednak moja egzystencja stała się bardziej stabilna.
Sytuacja owa powtarzała się przez cały dzień, w domu, w kinie z braciorkiem, na ulicy mniej, bo było ziębnie (zimowa pora - wiadomo...), w czasie mycia kończyny włosonośnej (tej najwyżej w ciele), i nawet teraz jakaś struga ścieka mi do nozdrza, aby wyśliznąć się na klawiaturę, czemu zapobiegam rytmicznym siąkaniem wsysowym. Ale nieco mnie to męczy, więc chyba zaraz pójdę po niezawodny wacik kosmetyczny, albo cuś innego. Na tym kończy się ta opowieść. Bejbe.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

tez tak czasem mam. czesto w sumie. to z przemeczenia, braku zelaza albo innego chujstwa.
a krwotoki w gim miewalam w srodku lekcji, wiec dostarczalam rozrywki :D