Spośród rzeczy, które w życiu martwią mnie w stopniu znacznym, niepokoją bardziej, niż większość rzeczy budzących mój niepokój, na czoło wysuwa się doskwierający brak punktu odniesienia dla postaw, przekonań i opinii, którymi się we mnie ciska.
Brak prawdy obiektywnej uważam osobiście za jedno z największych niedociągnięć stworzenia, jakkolwiek nie jestem przekonany do kogo powinienem kierować zażalenia w tym przedmiocie.
Nie wkładaj brudnych rąk do buzi, bo się rozchorujesz. Nie rozmawiaj z nieznajomymi, bo cię skrzywdzą. Nie popijaj wódki piwem, bo się zrzygasz. Zażywaj witaminy, to będziesz zdrowy. W 0.17 słychać strzały.
Odkąd rozwinie się nasza percepcja i uruchomi zapisywanie informacji na mózgu, wciąż kierowane są do nas komunikaty dotyczące prawideł życia. Tak trzeba, a tak nie wolno. Tak się robi, a tak nie. Powszechnie przyjmuje się, że tak, a zdecydowanie nie inaczej. Tak, bo tak. Nie, bo nie. Przez Chrystusa, Pana naszego, amen. Jebać policję. Legia pany.
Tymczasem, gdy na sprawę spojrzy się szerzej, okazuje się, że przedmiotowe prawidła właściwe są określonej osobie, grupie osób, społeczności, narodowi, grupie etnicznej, religijnej, klasie społecznej lub, dlaczego nie, czasom. Babcia zwykła mawiać, że na wysuszoną skórę dłoni najlepszy jest krem Nivea. Tata kazał myć włosy mydłem, a nie szamponem. Mama robiła zdrową sałatkę z pomidora i ogórka, zachęcała do zażywania witamin. Ksiądz przekonywał, że Bóg nas kocha. Telewizja udowadniała, że aktualny rząd jest skuteczny i godny zaufania. Koledzy twierdzili, że kobiecie trzeba czasem pokazać, gdzie jest jej miejsce.
Żyję już chwilę na tym świecie, i w ciągu tej chwili zdołałem zauważyć coś, co pozwoliło mi na wykształcenie takiego szerszego spojrzenia. W którymś momencie po prostu poddałem jedną z prawd absolutnych, którymi karmiono mnie jako dziecko, w wątpliwość. I jakoś tak się to potoczyło.
Okazało się, że krem Nivea stosowany zimą jeszcze pogarsza sytuację skóry rąk, bo jest nawilżający, a zimą powinno się stosować kremy tłuste. Włosy myte mydłem tracą blask i warstwę ochronną, którą wspomaga szampon do włosów. Jedna z najnowszych teorii mówi, że pomidor i ogórek spożywane łącznie wzajemnie niwelują swoje wartości odżywcze. Odchodzi się od chemicznego suplementowania diety, bo może to wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Boga może wcale nie być, albo może nas nie kochać, ale właściwie, to nic nie można na ten temat powiedzieć na pewno. Telewizja publiczna zwykle popiera partię u władzy. Czasopisma publicystyczne forsują swoje, określone przekonania. Każda kobieta lubi co innego i gdzie indziej ma miejsce. Legia gra chujowo, a policja... nie, policję jebać trzeba. Tu nie ma miejsca na dyskusje.
Te wszystkie relatywności, wzajemnie zwalczające się argumentacje, ciężar doświadczeń, wychowania (naszego pokolenia i pokoleń przed nim) i nieuniknione reprezentowanie jakieś postawy wobec czegoś, które otacza mnie na codzień, spowodowało, że postanowiłem w wielu kwestiach po prostu nie mieć zdania.
Jeszcze w czasach liceum - w tygielku kształtujących się poglądów i nastoletnich, burzliwych dyskusji - wydawało się niemożliwe, żeby nie uczestniczyć aktywnie w gorączkowej wymianie absolutnych przekonań na każdy temat. Brak aktywności w tym procesie uważany był za objaw niedojrzałości, niedorozwoju umysłowego lub braku wartości społecznej. Przynajmniej w moim otoczeniu humanistów i społeczniaków.
Uczestniczyłem więc, bez większego przekonania, w dyskusjach politycznych, społecznych, religijnych. Byłem nawet członkiem zwycięskiego zespołu w międzyszkolnej debacie na temat błahy, lecz dlaczegóż by nie uczynić go ważkim for the sake of argument. Dalej w toku studiów nauczyłem się bronić każdego stanowiska w zadanym temacie, umiejętności, która doskonale przydaje się przy okazji wkurwiania krewnych i znajomych.
Sam jednak nie przywiązuję się do poglądów na większość zagadnień. Cała ta nieodłączna, immanentna relatywizacja wszelkiego stworzenia budzi we mnie niechęć i trwogę. Trudno mi opowiedzieć się za jakąś opcją, skoro nie wiem, kto tak naprawdę ma rację. A zwykle zależy mi na tym, żebym przynajmniej ja się nie mylił.
Droga ucieczki jest więc prosta. Obrałem ją po latach przygotowań do czegoś zupełnie innego. Jeśli coś nie stanowi o moim bezpośrednim istnieniu lub nie wpływa na moje najbliższe otoczenie - nie dorzucę do tego moich ciężko zarobionych trzech groszy. Jeśli coś wpływa na moją sytuację pośrednio, z wysoka, i nie mam na to rzeczywistego wpływu - mój głos nie zabrzmi w tłumie protestujących. Jeśli nie zależy mi na czymś, co mogłoby w perspektywie poprawić w jakiś nieznaczny sposób położenie jednostek mi podobnych - nie podpiszę podetkniętej mi kartki papieru. W ten sposób zawsze mam rację. Nie mogę się pomylić, pozostając w milczeniu. A na dodatek - unikam w ten sposób wszechogarniającego bólu dupy, skupiając się na tym, co kształtuje moją bezpośrednią sytuację. Egoizm? Pragmatyzm? Hasztag znieczulica?
Pozwolę sobie nie zastanawiać się nad tą kwestią.
1 komentarz:
Tak na śpiku zmywałam naczynia i jakoś przypomniał mi się ten tekst. A, że nad zlewem człowiek najprężniej prostuje zwoje to dochodziłam do wniosków :).
Ja jednak miewam opinie. I jedyne o co dbam, to to, żebym mogła je zmieniać - jeżeli coś wpłynie na moje poglądy. Bo to nic złego, o ile nie drzesz ryja na świat, że jest głupi i nie ma racji. Jak się tak wydzierasz ciężko zmienić zdanie i pozostać wiarygodnym :).
Ale to też takie "posiadanie zdania" bez zaangażowania.
(To była Riboq, nie chce mi się przelogowywać ;P)
Prześlij komentarz